Dzień 5 – Pak Chong – Ayutthaya – Chiang Mai

Rano wracam pociągiem kawałek (2,5h) w kierunku Bangkoku by wysiąść w Ayutthaya – dawnej stolicy Tajlandii. Siadam naprzeciwko Taja, który jak się okazuje mówi po angielsku i udziela mi trochę informacji na temat kraju, miejsc wartych zwiedzenia i lokalnej kuchni. Zapisuje mi parę nazw dań na kartce bym mógł ją w razie czego pokazać w restauracji. Na dworcu w Ayutthaya od razu kupuję bilet na wieczorny pociąg do Chiang Mai (19:25 – 6:20, 586B), zostawiam plecak w przechowalni (10B)  i ruszam na zwiedzanie miasta. Najpierw spacerem do Wat Phanam Choeng (20B/ja free), gdzie znajduje się 19m posąg siedzącego Buddy. Z pod świątyni  promem (5B) przedostaję się na wyspę otoczoną trzema rzekami. W drodze na drugi koniec miasta zaopatruję się w sushi (5B/szt) i ananasa (20B). Poboczem lub bardzo szerokim, bitym chodnikiem spacerują słonie z turystami na grzebiecie. Nieopodal, w ich zagrodzie można wykupić bilet na przejażdżkę lub zakupić owoce do karmienia tych olbrzymów. Jednemu z nich opiekun wlewa wodę wężem do trąby, którą słoń następnie sobie przelewa do pyska. Obok stoją małe słoniątką pozujące do zdjęć. Mogłoby się wydawać, że słoń jest łysy ale tak naprawdę jego ciało porastają szczeciniaste, sztywne w dotyku włosy.

Kolejnym zabytkiem, który zwiedzam jest Wat Phra Si Sanphet, który do połowy XV wieku służył jako pałac królewski, a później przekształcony został na świątynię.  Swego czasu mieścił się w nim 16 metrowy Budda pokryty 250 kg złotem, z czasem przetopionym przez birmańskich najeźdźców. W przylegającym Wihaan Phra Mongkhon Bopit znajduje się największy siedzący posąg Buddy jaki można zobaczyć w Tajlandii.

Wracając spacerem przez park zauważam coś sporej wielkości płynącego przez staw. Wygląda jak duży jaszczur lub wąż. Z daleka ciężko stwierdzić. Przynajmniej wiem na przyszłość czego można się spodziewać po miejskich sadzawkach.

Przed odjazdem do Chiang Mai kupuję na bazarze grillowaną kukurydzę (10B), a na kolację zamawiam owoce morza z kiełkami (50B), które to (owoce morza) przypominają trochę omlet.

Pociąg o dziwo nadjeżdża punktualnie, co nie jest takie normalne jak pokazują wcześniejsze doświadczenia i opowieści Alexa. Na pierwszy rzut oka połowa przedziału to turyści z plecakami.

Po pociągu chodzi obsługa serwująca ciepłym posiłek (w cenie biletu). Ryż z czymś tam, bardzo ostry. Na szczęście za chwilę przynieśli wodę, ciastko na deser i koc. Przy włączonej klimatyzacji jest okropnie zimno.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s