Dzień 7 – Chiang Mai

Ta noc również nie należała do przespanych. Jet lag wciąż daje w kość. Po 1 w nocy zamiast bezsensownego leżenia zrobiłem sobie parunastu minutowy jogging do sklepu 7-eleven po chleb tostowy, dżem i wodę. Można zgłodnieć od tej bezsenności.

O poranku w guesthousie obok wypożyczam skuter (150B) i jadę zwiedzać okolicę. Zaczynam od stacji benzynowej. Jako, że jest to moje pierwsze doświadczenie związane z jazdą lewą stroną odczuwam lekką niepewność. Okazuje się, że niepotrzebnie. Jazda po lewej stronie nie różni się niczym od tej po prawej, szczególnie na skuterze, który kierownicę ma na środku. Tajowie jak w życiu tak i na drodze kierują się życiową zasadą aby nie ulegać negatywnym emocjom i w przeciwieństwie do Wietnamczyków czy Indonezyjczyków są pod tym względem bardzo cierpliwi, spokojni, często się uśmiechają i nie trąbią.

Jadę na północ parę kilometrów za miasto do Królestwa Tygrysów – jak nazywa się ten park. Miejsce, w którym można wejść do klatki  z tymi zwierzętami i dotknąć je, pogłaskać, a nawet objąć. W ośrodku znajduje się duża liczba tygrysów w różnym wieku. Kupując bilet należy się zdecydować czy chce się stanąć oko w oko z dojrzałym osobnikiem, średniej wielkości (14-16 miesięcy i jest już sporą bestią), małym (6-8 miesięcy) czy najmniejszym kociakiem (3 miesięczne), który jest i tak dwa razy większy od kota domowego.

Pojawia się mnóstwo pytań czy aby tygrysy nie są pod wpływem narkotyków, co pozwala bezpiecznie z nimi przebywać w jednej klatce. Władze ośrodka tłumaczą, że są miłośnikami kotów i wszystko jest wyłącznie zasługą tresury od najmłodszych lat. Opiekunowie drewnianym kijem lekko klepią po głowie tygrysy gdy trzeba przywołać je do porządku.

Kupując bilet zdecydowałem się na wizytę u średnich, małych i najmniejszych tygrysów (1250B za pakiet, ubezpieczenie w cenie). Pierwsze było wejście do klatki z półtorarocznymi samicami, które mimo młodego wieku wyglądały na dorosłe. Tygrysice większe zainteresowanie wykazywały odgłosami prac dochodzącymi zza klatki niż chodzącym posiłkiem wewnątrz. Towarzyszył mi jak to zwykle ma miejsce jeden opiekun, którego jedyną bronią i ochroną był wspomniany wcześniej drewniany patyk. Uczucie niepewności mija szybko i podchodzę blisko by dotknąć tych dzików kotów i usiąść obok.

Z jednej strony dużą śpią i odpoczywają – jak to koty. Ale z drugiej, gdy tylko opiekun zacznie wymachiwać kijem zakończonym kolorowymi wstążkami na końcu tygrysy żwawo wstają i zaczynają zanim biegać i podskakiwać jak małe kociaki.

Stojąc oko w oko z tak doskonałym drapieżnikiem i zarazem czując jego oczy wpatrzone w moje to zaprawdę niezwykłe uczucie. Lekko przerażające ale niezwykłe. Szczęście, że już jadły, a jedzą sporo – pięć kurczaków na raz.

Po wyjściu z jednego wybiegu do drugiego. Tym razem do małych tygrysów, około półrocznych, których jest ponad pięcioro. Bawią się, leżą spokojnie, wchodzą na siebie, gryzą się i przewracają. Jednym słowem nie szczędzą sobie rozrywki.

Najdłuższa kolejka jest do pomieszczenia z tymi najmniejszymi. Przed wejściem jest umywalka aby można było umyć ręce oraz trzeba założyć klapki, a z boku stoją butelki z mlekiem do karmienia. Niektóre maluchy śpią nic sobie nie robiąc z tego, że ktoś próbuje je przesuwać ale natychmiast wstają gdy któreś z rodzeństwa zaczyna je szturchać i zaczepiać. W pewnym momencie gdy siedziałem obok jednego z tygrysków, ten postanowił przejść sobie przeze mnie zatrzymując się na chwilę by zrobić dobrą minę do zdjęcia.

Można się spierać o zasadność tworzenia takiej atrakcji i wykorzystywania w tym celu tygrysów. W końcu są to dzikie zwierzęta i każdy dorosły osobnik mógłby jednym machnięciem łapy poważnie kogoś poranić. Wzrok mają bystry i jak na koty są stosunkowo ruchliwe ale może prawdą jest, że przyzwyczajenie od małego do obecności człowieka nie wyzwala u nich agresji gdy są najedzone. Można na to spojrzeć z dwóch stron, ale z której by tego nie robić to niezaprzeczalnie wrażenia są niecodziennie i można powiedzieć – głaskałem tygrysa i patrzyłem mu w oczy.

Tuż za Królestwem Tygrysów jest wioska kobiet z długimi szyjami, wydłużonymi od noszenia na nich obręczy. Wstęp 500B. Postanawiam sobie odpuścić takie „plemię” pod masową, komercjalną turystykę i kieruję się dalej drogą w kierunku Samoeng. Po paru kilometrach zatrzymuję się w parku narodowym Doi Sutep – Pui (100B + 20B parking) i idę ścieżką w górę rzeki oglądać kaskady wodospadu Mae Sa. Sam park nie jest jakoś specjalnie interesujący, ot rzeka i ścieżka prowadząca wzdłuż niej, w dodatku niesie mało wody i kaskady nie są efektowne. Na pewnym odcinku ścieżka wiedzie po obu stronach rzeki, jednak po lewej stronie schody są zniszczone, deski połamane i pewne odcinki zamknięte. Bardziej niż park narodowy jest to miejsce rekreacyjne do piknikowania, kąpieli pod wodospadem i spacerów.

Przy tej samej drodze, którą dotarłem do parku znajduje się jeszcze ogród botaniczny i park słoni. Jadąc skuterem mam okazję zobaczyć dwa maszerujące poboczem słonie.

Wracając w kierunku Chiang Mai odbijam na jednym skrzyżowań w prawo, na drogę 1004. Mijam zoo i pnę się powoli w górę. Oglądam kolejny wodospad, nieopodal którego sprzedają na straganie upieczone owady. Wyżej zatrzymuję się w punkcie widokowym, z którego widać całe Chiang Mai. Przejeżdżam obok spacerującego po asfalcie skorpiona. Na oglądanie kolejnego wodospadu i pałacu Bhubing jest już zbyt późno ale mimo to wjeżdżam na górę do wioski Hmong Doi Pui. Niestety kolejne komercyjne miejsce. Bez porównania z tymi w Laosie czy Wietnamie. Zjeżdżam jak najszybciej na dół bo jest okropnie zimno na takiej wysokości, szczególnie podczas jazdy.

Wieczór w hostelu spotykam Ericę, z którą idziemy na targ wrzucić coś na ząb.

Pierwsza noc kiedy to usypiam wcześniej niż przed 2 w nocy i jet lag powoli odpuszcza.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s