Dzień 9 – Pai

Na następną noc przenoszę się do innego miejsca, które wydaje się przyjemniejsze i bardziej zaludnione. Chatki co prawda wyglądają podobnie ale sprawiają wrażenie schludniejszych i bardziej zadbanych.

Wypożyczam skuter, tankuję do pełna (1,5l/70B) i jadę zwiedzać okolicę. Z początku ciężko mi odnaleźć właściwą drogę, ale gdy mi się to udaje, jadę w kierunku punktu widokowego, z którego z rozciąga się panorama na całą dolinę z Pai leżącym w dole. Widoki na całą okolicę piękne.

Wracając w dół zmierzam do wodospadu i mijam chińską wioskę. Ten wodospad, podobnie jak poprzednie w okolicach Chiang Mai niesie mało wody.

W drodze do miasta zaczyna lekko kropić i z każdą chwilą pada coraz mocniej. W momencie gdy parkuję skuter przed restauracją i chowam się pod dachem zaczyna mocno lać. Korzystając z przymusowej przerwy zamawiam słodko-kwaśne danie z ryżem, papryką i ananasem. Bardzo dobre.

Chwilę bez deszczu wykorzystuję na powrót do pokoju, a raczej szałasu.

Dwie godziny później chmury się rozstępują i ponownie wychodzi słońce. Robi się bardzo ciepło. Wyruszam na kolejną przejażdżkę. Tym razem nie mam problemów ze znalezieniem dobrej drogi, ponieważ zaczyna się zaraz w pobliżu miejsca, w którym mieszkam. Prowadzi częściowo u podnóża gór, wzdłuż pól ryżowych i kukurydzianych, z widokami na drugi kraniec doliny. Pierwszym miejscem, w którym się zatrzymuję jest świątynia Wat Phra That Mae Yen położona na wzgórzu, z którego także rozpościera się widok niebylejaki na całą kotlinę.

Kilka kilometrów dalej wzdłuż tej samej drogi dojeżdżam do ośrodków oferujących wycieczki na grzbietach słoni po okolicznych lasach, nierzadko z kąpaniem (słoni) w rzece. Skręcam z utartego szlaku, zostawiam w tyle twardy asfalt i wjeżdżam na stromą ścieżkę prowadzącą w górę, przeoraną koleinami po spływających deszczach. Parkuję skuter na poboczu i piechotą idę na spacer po lesie kamieni, bo tak on się nazywa. Po pół godziny spaceru wracam do skutera i jadę dalej. Ciepłe źródła odpuszczam sobie na dziś i zostawiam na inny dzień, ponieważ nie jestem przygotowany na kąpiele i wracam w kierunku Pai.

Tuż przy drodze znajduje się kanion. Powierzchniowo nie jest duży, ale wąskie, ledwie metrowej szerokości ścieżki prowadzące grzbietem pomiędzy dwoma opadającymi prawie pionowo w dół ścianami mogą niektórym wydać się przerażające. Zabawiam tam dłuższą chwilę spacerując grzbietem kanionu do momentu aż jego ściany opadną w dół na tyle, że zrównają się z ziemią i mogę z drugiej strony wspiąć się ponownie do góry.

Wieczór na ulicach Pai spotykam Ericę, a niedługo później wpadamy wspólnie na dwójkę Rosjan poznanych w Divie, w Chiang Mai. Po powrocie do hostelu rozmawiamy z Louisem i Thibault o Curacao, skąd pochodzi Erica, o Polsce, Francji i ciekawych miejscach do jazdy na nartach w naszych krajach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s