Dzień 12 – Krabi – Ko Phi Phi

Przed 6 rano co jest dobrym czasem jak na 11h jazdy autobusem i przejechane 800km. Na dworcu w Krabi za bardzo innej możliwości nie mieliśmy jak kupić bilet na wyspę Ko Phi Phi (400B) wraz z transportem do portu. Odpływamy o 9 i rejs na wyspę zajmuje prawie 2h. Na południu Tajlandii pogoda zupełnie inna niż w poprzednie dni. Chmur niewiele, a słońce praży bardzo mocno. Kremu do opalania jeszcze kupić nie zdążyłem. Przepływamy obok lasu namorzynowego, drzew wyrastających prosto z morza, porośniętych bujną, intensywnie zieloną roślinnością.

Na nabrzeżu obowiązkowa opłata za wstęp na wyspę – 20B. Ruszamy na poszukiwania noclegu, choć wiemy, że nie będzie tanio. W końcu znajdujemy w głębi wyspy Sacha guest house i udaje nam się obniżyć cenę z 500B do 450B za 3-osobowy pokój. Jackson – brat Kyle’a woli zatrzymać się w dormitorium obok z poznanym 2h wcześniej Anglikiem. Ale za to mają tam hostelową małpę na smyczy i w pieluszce.

Wyspa jest znacznie droższa od pozostałych części kraju, w których dotąd byliśmy. Bardzo turystyczna z barami, restauracjami w zachodnim stylu. Bardzo ciężko znaleźć lokalne jedzenie, w którego poszukiwaniu obchodzimy okolicę i docieramy do podnóża punktu widokowego (wstęp 20B). Aby wejść na górę trzeba pokonać wysokie schody, a następnie piąć się ścieżką do góry. Zastanawiamy się jakby tu wejść na wysokie palmy i zerwać kokosy ale chwilę później okazuje się to zbędne bowiem znajdujemy ich sporo na ziemi. Te dojrzałe rozpoznajemy po dźwięku przelewającego się w środku mleka.

Żeby dobrze obrać kokos należy znaleźć ostro zakończony, wystający z ziemi patyk lub pręt, z których korzystają mieszkańcy. Potem trzeba uderzać kokosem w taki sposób, aby każde uderzenie zdzierało z niego brązowe włosy zwane koirą nie naruszając przy tym samej pestki czyli orzecha właściwego. Po obdarciu orzecha z koiry można go przebić lub wydrążyć otwór w jednym ze słabych punktów znajdujących się na górze – tzw. otworów kiełkowych. Teraz pozostaje tylko cieszyć się prawdziwym, w pełni naturalnym mlekiem kokosowym, które jest jednym z najlepszych izotoników. Dodatkowo rozbijając orzech o ziemię i separując skorupę od miąższu (bielma) mamy dodatkową przekąskę.

Z punktu widokowego nr 2 widać południową część wyspy, odseparowaną wąską, zabudowaną mierzeją. Kilka minut drogi dalej znajduje się punkt widokowy nr 3, z którego roztacza się bardzo podobny widok.

Penetrując dalej głąb wyspy docieramy do małej wioski. Miejscowi zapytani przez nas o jedzenie oferują nam ryż po 80B. Cena wyższa niż na dole. Na zachód słońca wracamy do punktu widokowego nr 2, przy którym zebrał się już mały tłum.

Obecnie wyspa wygląda całkiem normalnie i nie ma na niej śladów tsunami, które przeszło przez nią w Boże Narodzenie 2004 r. Na każdym kroku o tsunami przypominają tabliczki informujące, w którą stronę należy uciekać w przypadku gdyby wyspa znów była zagrożona.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s