Dzień 13 – Ko Phi Phi Don, Ko Phi Phi Leh

Wstajemy z Kyle’m o 5 rano i idziemy na wschód słońca do punktu widokowego. Kasa jeszcze zamknięta więc po prostu przeskakujemy płotek. Mimo tak wczesnej pory nie jesteśmy tam sami, jednak w porównaniu do zachodu słońca osób jest zaledwie garstka.

Na 10 jesteśmy umówieni na nurkowanie w okolicach wyspy Ko Phi Phi Leh słynnej z plaży zwanej Maya Beach, na której działa się akcja filmu z Leonardo DiCaprio „The beach”.

Już od samego początku wszystko idzie nie tak jak powinno. Na łodzi siedzimy ściśnięci jak sardynki, na Maya Beach dopływamy od tyłu, tzn. aby dostać się na samą wyspę trzeba wskoczyć do wody, przepłynąć parę rzeczy (co uniemożliwia zabranie jakichkolwiek rzeczy ze sobą), następnie wspiąć się po pajęczynie z lin i ostrych skałach na podest, a potem już tylko przejść kilkaset metrów przez wyspę. A sama plaża ? No cóż, szału nie robi. Ścisk jak w Międzyzdrojach w szczycie, pełno zacumowanych obok siebie łodzi, które przywiozły azjatyckich turystów. Organizator zapewnił, że możemy zostać na plaży dłużej i wrócić z popołudniową wycieczką, ale jaki tego sens skoro ani nie mamy swoich rzeczy, które zostały na łodzi, ani ten okropny tłum nie nastraja do pozostania dłużej. Wręcz przeciwnie – mamy ochotę wrócić jak najszybciej. Po powrocie na łódź o umówionej godzinie musimy jeszcze czekać przeszło 25 min na spóźnialskich, a kołysanie daje tak się we znaki, że jedna z dziewczyn wyrzucając raz za razem zawartość żołądka jest bliska omdlenia.  W końcu przesiada się na inną łódź płynącą z powrotem, a i my odpływamy po pewnym czasie, tyle że tą samą trasą, a nie na około wyspy jak było umówione. W dodatku zamiast nurkować pięć razy po 30 min, nurkujemy tylko raz, a masek nie starcza dla wszystkich. Niby morze wszędzie podobne ale program miał być inny.

Pod wodą życie w pełni. Widzę małe żółte rybki w czarne pionowe pasy oraz większe, kolorowe jak tęcza. Są jeżowce z kolcami długimi jak dwa palce oraz fioletowe rośliny, które zamykają się gdy do nich podpływam. W pewnym momencie Kyle dostrzega na dnie rybę wystawiającą pysk z pomiędzy kamieni. To murena. Nie wygląda sympatycznie.

Dalszą część dnia spędzamy na nic nierobieniu, odpoczynku i odespaniu dwóch nocy w podróży oraz pobudki na wschód słońca. Wieczór oglądamy pokazy żonglowania ogniami na plaży.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s