Dzień 14 – Ko Phi Phi – Krabi – Penang (Malezja)

Dopakowuję wszystko, czego nie spakowałem wieczór i idę na prom odpływający o 9 do Krabi. Bus do Penang w Malezji jest o 11 i trochę się denerwuję, gdy rejs się przeciąga. Na szczęście kierowca czeka aż wszyscy wyjdą z terminala.

Drogi w Tajlandii są bardzo dobrej jakości, rzadko można napotkać jakieś wyboje czy dziury, a kierowca rozpędza się do 140 km/h momentami. Ja siedzę tuż obok niego, z przodu, wiec z mojej perspektywy nie wygląda to tak źle, ale z tyłu co jakiś czas ktoś krzyczy aby zwolnił. W pewnym momencie, kierowca nie daje rady wyhamować i by uniknąć najechania na poprzedzające auto, zjeżdża na przeciwległy pas ruchu, skąd nadjeżdża motocyklista. Próbuje on hamować ale wpada w poślizg, że tylne koło zaczyna go wyprzedzać. Na szczęście w ostateczności wszystkim się udaje zatrzymać i nic się nie dzieje. Po drodze, w Trang, zmieniamy busa na takiego ze spokojniejszym kierowcą, który wiezie nas już bezpośrednio do Malezji. Krótka kontrola paszportowa, prześwietlenie bagażu po stronie malezyjskiej, skanowanie odcisków palców i można ruszać dalej. Drogi nadal są w świetnym stanie, choć co jakiś czas na autostradzie bus podskakuje na łączeniach. Za to benzyna PB95 po 1,8RM (1,91zł).

Z początku nie wiedziałem nawet, w którym miejscu bus się zatrzyma ponieważ nazwa Penang jest używana w stosunku do całej wyspy, a zarazem stanu ale gdy kierowca zatrzymuje się by kogoś wysadzić przy drodze sam również wyskakuję ponieważ według wskazań GPS’u mam tylko 1,5 km drogi do miejsca, w którym mam dziś nocować. Co więcej nie posiadam przy sobie żadnych malezyjskich ringitów na autobus, a z wymianą może być ciężko bo jest już po 20.

Jedna pani, którą zapytałem po drodze o adres nie chciała nawet spojrzeć na kartkę ale psa w wózku dla dzieci to woziła. Na szczęście ktoś inny mi wytłumaczył jak tam dojść. Po drodze spotkałem jeszcze gościa z Turcji, który też przyjmuje osoby z couch surfing i zaprowadził mnie pod same drzwi. Ja też korzystam z couch surfing tej nocy. Drzwi otwiera nam współlokator tego, który zgodził się mnie ugościć. Mam słabą pamięć do imion, szczególnie obcobrzmiących. W każdym razie on jest z Filipin, a drugi z nich – Tran vu, z Wietnamu.

W poszukiwaniu czegoś na kolację i jakiegoś kantoru jedziemy do centrum handlowego. Jak na godzinę 22 w sklepach i na ulicach panuje dość duży ruch. Przy wyjściu ze sklepu ochroniarz sprawdza zawartość reklamówki z pozycjami na paragonie i przybija pieczątkę. Wracając do mieszkania spotykamy na dole Tran Vu wracającego z pracy.

Czuję się trochę rozgorączkowany i osłabiony już od poprzedniego wieczoru i postanawiam profilaktycznie zażyć Panadol.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s