Dzień 30 – Kota Kinabalu – Kinabalu National Park

Po hostelowych śniadaniu, czyli ponownie herbata i tosty z dżemem, idę na przystanek złapać busa do parku narodowego Kinabalu. Przy okazji zapytałem się o autobus do Brunei i w tym czasie, gdy ja zasięgałem języka bus zdążył mi odjechać. Następny za około godzinę lub gdy zbierze się osiem osób, co trwało może z 15 minut. Dojazd (100km) zajął niecałe 2h. Droga wiodła pośród gór i od pewnego momentu można było dostrzec najwyższą górę Borneo – Mount Kinabalu. 200 metrów od wejścia do parku znajduje się Mountain Restlodge, gdzie można przenocować już za 20RM, co jest dobrą ceną zważywszy na położenie tuż przy parku narodowym. Po zameldowaniu się poszedłem do siedziby parku zorganizować wycieczkę na następny dzień. Gdy powiedziałem, że chcę się wspiąć na szczyt w jeden dzień, zostałem odesłany do strażników parku, aby uzyskać stosowne pozwolenie na jednodniową wspinaczkę. Musiałem między innymi powiedzieć dlaczego nie chce nie chcę wejść w dwa dni (bo nocleg z posiłkami na górze kosztuje co najmniej 350RM) oraz zostałem poinformowany, że do godziny 10 muszę pokonać pierwsze 6km, a zarazem ponad 1400 metrów różnicy wysokości i dojść do bramy, przez którą nie zostanę przepuszczony w przypadku spóźnienia lub złej pogody. Podobno podczas opadów, na górze formują się dwa potężne strumienie, które odcinają drogę powrotu. Następnie będę miał około 2h by przejść ostatnie 3km i 800 metrów w górę. Całe to uzyskiwanie pozwolenia polegało na dłuższej rozmowie ze strażnikiem parku i ostrzeżeniu przed trudnościami. I tak dopiero następnego dnia miało się okazać czy będę mógł wyruszyć. Wszystko w rękach pogody.

Po wyjściu z parku złapałem stopa (już nie tak łatwo jak wcześniej) do Kundasang, gdzie zrobiłem zakupy w góry i wrzuciłem coś na ząb. Złapanie stopa w drogę powrotną też proste nie było, a w dodatku zaczęło padać. Szczęśliwie zajęło mi to mniej czasu, a podwieźli mnie Malezyjscy turyści z innej części Borneo. Nie chciałem im mówić, żeby zatrzymali mi się tuż obok hostelu tylko, że lepiej jak staną na parkingu, na co oni uparcie postanowili podwieźć mnie pod same drzwi, pomimo że musieli podjechać jeszcze kawałek by znaleźć miejsce do zawracania. Malezyjska gościnność.

Wieczór do pokoju wrócił Ian – Australijczyk, który jak się okazało też zaplanował jednodniową wspinaczkę na Mt. Kinabalu. Pogoda w dalszym ciągu nam nie sprzyjała , ponieważ padało do później nocy i wszystko stało pod znakiem zapytania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s