Dzień 33 – Kota Kinabalu – Brunei Darussalam

Jazda do Brunei, pomimo niewielkiej odległości nie była krótka. Głównie poprzez nieustanne kontrole paszportowe i kolejkę na jednej z granic, a raczej na prom tuż za nią. Do paszportu załapałem 8 nowych pieczątek. A więc po kolei:

Wyjazd z prowincji Sabah (Malezja), wjazd do prowincji Sarawak (Malezja), wyjazd z Sarawak, wjazd do Brunei, wyjazd z Brunei – tutaj straciliśmy 3h, głównie dlatego, że po opuszczeniu Brunei utworzyła się kolejka do promu na rzece. Następne przejścia graniczne to wjazd do Sarawak i wyjazd z Sarawak oraz wjazd do Brunei. Wszystko dlatego, że Brunei składa się z dwóch części wciśniętych pomiędzy malezyjskie prowincje, które z  kolei starają się o pewną niezależność.

Do stolicy – Bandar Seri Begawan dojechaliśmy o 20 (po 12h). Na miejscu byłem umówiony z Ziarą, która miała mnie odebrać, jednak przyjechałem 4h później niż planowałem i nikt na mnie nie czekał. W dodatku autobus zatrzymał się na poboczu drogi, gdzieś w centrum. Było późno, ja byłem głodny i zmęczony, a w dodatku nie miałem przy sobie żadnych dolarów brunejskich. Nikt też nie chciał mi użyczyć swojego telefonu bym mógł zadzwonić (polska karta sim nie łączy się z żadną siecią), a gdy już mi się to udało to numer nie odpowiadał. Zrezygnowały zacząłem iść w kierunku najtańszego hostelu w mieście (i w zasadzie jedynego) – Pusat Beria (10$), gdy przystanąłem przed Brunei Hotel, a ktoś z obsługi zapytał czy może mi jakoś pomóc i czego szukam. Numer nadal nie odpowiadał, więc poprosiłem o możliwość skorzystania z wifi. Dostałem wydrukowany login i hasło, a w skrzynce na stronie CS znalazłem maile od Ziary z zapytaniem gdzie jestem, i że czeka na mnie. Ostatni był sprzed ponad godziny. Odpisałem szybko i na szczęście po chwili doczekałem się odpowiedzi. Będzie za 10 minut. Udało się.

Do domu mieliśmy 50 km, a ja miałem przenocować u jej wujka. Co więcej, czekała na mnie w stolicy przez ponad 4h rozpytując czy ktoś mnie widział. Po dotarciu na miejsce poczęstowano nas różnymi napojami, słodyczami oraz ryżem na słodko zawiniętym w wielki liść. Szkoda tylko, że materac, na którym spałem był strasznie cuchnący i ciężko było się pozbyć tego odoru.

Droga do Brunei

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s