Dzień 8 – Nikko

Czas na wycieczkę do Nikko. Niestety na skutek pomyłki wstajemy chwilę później i musimy się sprężać. Nie byłoby problemu gdybyśmy poszli prosto na dworzec, zamiast do stacji metra. Trochę błądzimy, szczególnie że po zasięgnięciu języka kazano nam iść w prawo zamiast w lewo – prosto w kierunku dworca. To nic. Nie ma tego złego.

Chodniki już nie tyle zasypane, co wręcz skute lodem, ale co kawałek ktoś go rozłupuje i zgarnia. Nawet paru facetów w krawatach. Pogoda wciąż nie przeszkadza, żeby dzieciaki do szkoły nie mogły iść w krótkich spodniach i spódniczkach.

Następny pociąg jest za godzinę, o 9:10. W międzyczasie kupuję coś na drogę w sklepie, a w informacji o Nikko (informacja o mieście oddalonym o 140 km na dworcu w Tokio) dowiaduję się, że korzystniej jest kupić World Heritage Pass (3600 JPY), który obejmuje podróż tam i z powrotem pociągiem Rapid, autobus w obrębie miasta, wstęp do Toshohu Shrine, Futarasan Shrine i Rinnoji Temple.

Gdy pociąg wjeżdża na peron, ludzie wysiadają z jednej strony, wchodzi obsługa sprzątająca, pan sprawdza czy nikt niczego nie zapomniał i dopiero po tym wszystkim otwierają się drzwi po naszej stronie.

W pewnym momencie za Tokio śnieg się kończy i ponownie zaczyna się w okolicach Nikko.

Parę minut po przyjeździe pociągu na dworzec podjeżdża autobus linii 2C i zabieramy się w kierunku świątyń. Na pierwszy ogień bierzemy słynny czerwony most (Shinkyo) w Nikko. Mimo, że okoliczne drzewa ani nie kwitną, ani nie mają kolorowych liści, to śnieg, niebieskie niebo i płynąca pod nim rzeka wystarczają, żeby było ładnie.

Kupon z biletu World Heritage Pass wymieniamy na sześć wejściówek do poszczególnych świątyń. W przeciągu paru ostatnich dni widzieliśmy już ich sporo, ale te są bogato zdobione, kolorowe i pięknie położone na stokach gór w towarzystwie strzelistych cedrów i sosen.

Z rozkładu jazdy, który mam w kieszeni wynika, że za 15 min jedzie autobus nad Jezioro Chuzenji. Starszy pan zapytany o drogę na przystanek zmienia swój kierunek marszu i prowadzi nas w odpowiednim kierunku.
Mając kilka minut czasu zaglądamy do pobliskiego sklepu, gdzie spotykamy ponownie pana i wręcza on nam niespodziewanie dwie gorące kawy w butelkach. W ramach wdzięczności częstujemy go batonem.

Co do napojów, to na każdym prawie rogu można spotkać automat do ich sprzedaży, w zależności od modelu, firmy, wybór jest różnoraki. W niektórych przypadkach można sobie wybrać czy chcemy np. kawę na ciepło czy na zimno. W puszcze lub małej butelce.

Wsiadamy do autobusu na przystanku nr 9 i jedziemy serpentynami w górę w kierunku jeziora (przystanek 24, 1900 JPY/2  os) na wysokość 1320 m n.p.n.

Po wejściu, pobiera się numerem z liczbą, oznaczającą, na którym przystanku wsiedliśmy. W czasie jazdy na tablicy nad przednią szybą wyświetlają się ceny, które zmieniają się dynamicznie po przekroczeniu przystanku. Przy wychodzeniu pokazujemy numerek kierowcy, który nalicza opłatę i odliczoną kwotę wrzucamy do automatu. Jeśli nie mamy odliczonej, możemy rozmienić monety lub banknoty (nie więcej niż 1000 JPY) w automacie.

Termometr wskazuje -3°C i wieje. Jest też zdecydowanie więcej śniegu.
Jezioro położone jest pośród gór, a przy brzegu stoją zacumowane łodzie i łódki-łabędzie czekające na nadejście cieplejszych dni. Spacerujemy po okolicy, oglądamy kolejną świątynię i idziemy w kierunku wodospadu Kegon (97m), szczególnie „popularnego” wśród samobójców.
Windą z poziomu parkingu można zjechać na dół wąwozu, my jednak obserwujemy go z tarasu widokowego. Gdzieś z boku przychodzi małpa – makak japoński, poskubać trawę. Jestem zaskoczony widząc je tutaj, o tej porze roku, ale zwierzę ma wyjątkowo gęste i zarazem piękne futro, a do tego czerwoną twarz i tyłek. Robię zdjęcia z dość bliska, a małpa wydaje się być spokojna i sympatyczna.
Schodzimy poziom niżej, a gdy chcemy wrócić schodami na górę nie mamy za bardzo jak, bo małpa siedzi na schodach, szczerzy zęby, syczy i bez skrępowania idzie w naszym kierunku z wyraźnie agresywnym nastawieniem. Pospiesznie wracamy na platformę, ale ona przyszła za nami i wciąż zachowuje się nieprzyjaźnie. Drugie schody są zasypane, więc nie mamy za bardzo wyjścia jak stawić czoła napastnikowi. Próbujemy je nastraszyć sposobem, który przewodnik stosował w sumatrzańskiej dżungli, czyli tupiemy, machamy rękami i robimy hałas, ale nic nie pomaga. Dopiero nagłe i szybkie natarcie na nią połączone z wcześniejszymi rucham okrzykami sprawia, że ucieka do góry po schodach. Ja zostałem trochę z tyłu i gdy próbowałem chwilę później wbiec po schodach małpa już na tam czekała, siedząc na poręczy w pozycji gotowej do skoku, a nie miałem ochoty, żeby wylądowała mi na głowie. Trzeba było jeszcze co najmniej dwukrotnie przypuścić na nią głośny szturm, żeby mieć  wolną drogę. Dwie inne małpy siedziały spokojnie na gałęziach, ale do tej chwilę wcześniej przyszła małpa małpka i poczuła się najwyraźniej w obowiązku ją bronić, przed jej tylko znanym niebezpieczeństwem. Małpia paranoja i nadopiekuńczość.
A ja naiwny myślałem, że japońskie małpy są spokojne i ułożone jak sami Japończycy.

Po tej przygodzie podjeżdżamy jeszcze autobusem parę przystanków do następnego wodospadu, w zasadzie kaskad – Ryuzu, długich na 20-parę metrów i szerokich na 10 m.  Ścieżka jest ledwo przedeptana i brniemy w śniegu po śladach. Ktoś nawet w rakietach szedł przed nami.
Z tego przystanku (nr 30) wracamy prosto do Nikko (1250 JPY), by zdążyć na ostatni pociąg do Tokio.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s