Dzień 36 – Tutong (Brunei) – Miri (Malezja)

Pobudka o 7, śniadanie do pokoju. Herbata, plus makaron i jakieś zielska w sosie.

U Ziary w domu mogłem sobie nagrać zdjęcia na płyty oraz dostałem z powrotem moje ubranie czyste, wyprasowane i poskładane. Dałem je Ziarze dzień wcześniej, jako że zgodziła się, a wręcz nalegała, że może mi zrobić pranie.

Koniecznie chciała mnie odwieźć samochodem do Miri w Malezji, ale niestety jej nie posiadał jakichś wymaganych dokumentów potrzebnych przy przekraczaniu granicy i… zwerbowała do tego swoich rodziców. Przed odjazdem wróciliśmy jeszcze, aby pożegnać się z jej wujkiem i dziewczynami. Dostałem lunch na drogę, całe pudełko cukierków, żelek i czekoladek.

W czasie jazdy jej tata wciąż jadł jakieś słodycze, a gdy ich zabrakło, jej mama zaczęła go szarpać za włosy, ramiona, policzki. Dopiero po chwili dowiedziałem się, że ma on tendencję do zasypiania za kierownicą. Nie ma powodów do obaw, przecież zdarza się. Szczególnie w strefie okołorównikowej, w południe i po zaledwie godzinie jazdy. Mimo wszystko musieliśmy stanąć na poboczu na 5 minut, na krótką drzemkę. Jak już ruszyliśmy, tak podwieźli mnie pod sam hotel, z którego znalezieniem były pewne problemy. Co gorsza, znajdował się on naprzeciw pubów z głośną muzyką, która zakłócała spokój do późnych godzin nocnych.

Mój lunch

Mój lunch

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s