Dzień 38 – Lambir Hills

Razem z Lilly, Seanem i Jamesem wybraliśmy się na wycieczkę do pobliskiego parku narodowego Lambir Hills. Po prawie godzinie czekania na autobus 33a lub 20 zdecydowaliśmy, że na dworzec weźmiemy taksówkę (4 RM/os), skąd od razu o 11 autobus jadący w kierunku południowym. 10 RM do Lambir Hills. W telewizorze leci film „Commando” z młodym Arnoldem i aż żal wysiadać.

W siedzibie parku dostaje mapy, bilet (20 RM) i kierujemy się na ścieżkę w kierunku pierwszego z wodospadów. Zaledwie 20 minut marszu. Okolica przypomina trochę miejsce piknikowe. Zadaszone stoły, wyznaczony teren pod grill i kapiący się w wodzie ludzie. Małe jeziorko jest przegrodzone w połowie liną z bojami i tablicą ostrzegającą o zdradliwych podwodnych prądach w pobliżu wodospadu. To samo mówiła nam pani w biurze parku, ale nie chciała zdradzić, dlaczego nie można pływać poza liną. Posilamy się i wracamy tą samą drogą, by po chwili odbić w prawo, w kierunku głębi parku. Szlak prowadzi ponad 5 kilometrów do wzgórza znajdującego się na jego końcu, ale aby  tam dotrzeć trzeba przeznaczyć ponad 4h w jedną stronę. Co więcej, zasięg w telefonie jest tylko do połowy drogi, a ze względu na okres narodzin małych kotów zalecano nam nie wybierać się w tamtym kierunku, żeby żaden z kotów nie miał okazji zeskoczyć nam z drzewa na głowę.
I tak było już późno, a park mieliśmy opuścić do godziny 17.

Poszliśmy zatem do kolejnego wodospadu. Tym razem mniejszego i bardziej ukrytego w jarze pomiędzy drzewami. Dłuższą chwilę cieszyliśmy się atmosferą tego miejsca, a Sean skorzystał z okazji i wszedł do wody.
Zostawiając wodospad za sobą, ruszyliśmy dalej przed siebie, jeszcze bardziej w głąb dżungli.
Do starej studni, która służyła do wydobywania ropy mieliśmy jakieś 1,4km, a do wodospadu, trzeciego już – jakieś 700m. Pomimo niedużych odległości dotarcie do studni zajęło nam godzinę.

Ścieżka pięła się to w górę, to w dół, by na dole wąwozu przekroczyć strumień. Momentami szlak zastawiały powalone drzewa, które były ogromne. Te wciąż żywe miały kilkumetrowej średnicy pnie, wysokie na kilkadziesiąt metrów, ze smukłymi korzeniami sięgającymi do kolan.
Pod nogami spacerowały jednocentymetrowe mrówki, a co jakiś czas trzeba było sprawdzić, czy jakaś pijawka się nie przykleiła. Nie mniej jednak nie było ich tam tak dużo jak w Tajlandii. Uważać należało jeszcze na śliskie liście.

W miarę pokonywania odległości dżungla zmieniała swoje oblicze. Las robił się rzadszy, cichszy i bardziej złowieszczy. A przynajmniej takie wrażenie można było odnieść.

Sama studnia to zaledwie parę metalowych rur i jakieś koło – wszystko porośnięte mchem. W powietrzu wciąż dało się wyczuć specyficzny zapach przemysłowy. Zastanawiało nas tylko to, kto prawie 100 lat temu wpadł na pomysł, by zabrać do dżungli świder, łopaty i zacząć kopać w poszukiwaniu ropy.

W drodze powrotnej wstąpiliśmy do trzeciego z zaplanowanych wodospadów. Widzieliśmy go już z góry, ale aby dotrzeć do podnóża należało zejść trochę w dół. Mimo, że dżungla zapewniała cień i temperatura zdawała się być niższa, to i tak od ciągłego marszu byliśmy cali mokrzy. Sean, Lilly i James skorzystali z okazji by popływać – ja by porobić zdjęcia.

Droga powrotna nie zajęła nam dużo czasu; w większości ścieżka prowadziła w dół i 30 minut później byliśmy już na dole.

Czekając na autobus stwierdziliśmy, że nie zaszkodzi nam spróbować złapać stopa i o dziwo już trzeci samochód się zatrzymał. Taki z kategorii duży pick-up. Myślałem, że usiądziemy sobie z tyłu, poczujemy wiatr we włosach, a okazało się, że w środku jest tylko kierowca i ogromna, kilkukilogramowa kiść bananów. Podwiózł nas od razu do samego centrum.

Wieczór chcieliśmy z Seanem i Jane zorganizować dojazd do kolejnego parku narodowego – Niah Caves, ale zrobiło się już późno, a gość w recepcji był średnio zorientowany, więc postanowiliśmy przełożyć to na niedzielę – mój ostatni dzień na Bornego.

http://www.sports-tracker.com/#/workout/Maslanka/b93ojjbhvc7mj0j4

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s