Dzień 39 – Miri

Wolną sobotę spędzamy razem z Jane na zakupach, wymianie waluty i rozeznaniu cen transportu do parku Niah Caves. Lilly i James już tam byli i zapłacili 10 RM za transport, co jest o tyle ciekawe, że cena taka sama jak do Lambir Hills, a dystans ponad trzy razy większy (ok. 102 km). Do tego dochodzi jeszcze dojazd na dworzec i czekanie na autobus. W Minda Guesthouse, tym z którego przenieśliśmy się po pierwszej nocy, organizują dojazd za 45 RM przy co najmniej 5 chętnych osobach, więc zostawiliśmy im wiadomość na tablicy, że chcemy jutro jechać i jest nas czworo oraz czy ktoś chce do nas dołączyć. Zapytaliśmy również o taksówkę i taksówkarz zgodził się nas zabrać w cztery osoby, przy cenie 45 RM na głowę, co wydawało się najlepszym rozwiązaniem.
Jak się później okazało, Seana znajomi mieli wypożyczony samochód i mieliśmy jechać w piątkę, a jedynym kosztem będzie paliwo, które w Malezji jest bardzo tanie (PB95, 1,90RM/1l).

Po południu poszliśmy z Jane zwiedzić rzekomo największą taoistyczną świątynię w Południowo-Wschodniej Azji. Doprawy duża i zarazem piękna. Bardzo kolorowa w dodatku, z malowidłami na ścianach i rzeźbami smoków. Na tablicy wisiały nawet zdjęcia poszczególnych elementów wraz z cenami. Pomimo, że wszystko wydawało się gotowe, to na zewnątrz trwały jeszcze jakieś prace wykończeniowe. W drodze powrotnej do centrum udało nam się złapać stopa i zaoszczędzić 40 minut marszu. Szczególnie, że było ciepło i ciężko tutaj o chodnik.

Wróciliśmy po Seana i wspólnie w trójkę poszliśmy na pobliskie wzgórze – Canada Hill, by obejrzeć zachód słońca. Dobrze, że nie wybraliśmy się wcześniej bo Petroleum Museum było tymczasowo zamknięte, choć przez telefon w informacji turystycznej powiedzieli nam, że jest czynne tak jak zawsze, do 17. Zastąpiono je jakimiś dinozaurami.
Miri jest miejscem narodzin malezyjskiego przemysłu ropy naftowej. Pierwsza studnia ( the Grand Old Lady) została wydrążona w 1910 roku jest obecnie jedną z atrakcji turystycznych miasta.

Słońce natomiast zeszło nisko nad horyzont i zniknęło za chmurami. Za to księżyc dzień po pełni świecił jasno.

W drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze do centrum handlowego na kolację w sushi barze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s