Dzień 55: Malang, Sempu

Dzisiejszy dzień jest serią pomyłek i niedomówień co już z samego rana nie wróży niczego dobrego. Umówiliśmy się z moim hostem na wyjazd o 6 rano. Co prawda wieczorem byłem potwornie zmęczony i nie uśmiechało mi się tak wcześnie wstawać ale jak mus to mus. On miał mnie obudzić bo o 5 i tak się modli wedle muzłumańskiego zwyczaju. Ja się rano budzę, spoglądam na zegarek, a tu już po w pół do ósmej. Na korytarzu życie toczy sie leniwie, żadnego pośpiechu. Usiłuję się dowiedzieć co z naszym wyjazdem. Imam – bo tak miał na imię mój gospodarz mówi, że mamy czas i za chwilę będziemy się zbierali. Upewniam się czy już jadł śniadanie, odpowiada że tak i tuż przed 9 się zbieramy. Nie idziemy jednak długo bo po chwili okazuje się, że jego koleżanki jadą z nami i o dziwo… idziemy do restauracji zjeść śniadanie. Schodzi nam ze 40 min i dopiero wtedy wyruszamy. Najpierw lokalnym busem na jakieś skrzyżowanie, z którego już autobusem jedziemy dalej. Po pół godzinie wysiadamy gdzieś w jakiejś wiosce i łapiemy kolejny środek transportu. Nie jest to jednak takie łatwe bo musimy czekać prawie godzinę, aż nazbiera się wystarczająca ilość pasażerów do odjazdu. Jakby tego było mało to akurat w tym momencie dziewczyny się gdzieś gubią i musimy jeszcze chwilę czekać. Co do samego pojazdu to wygląda jakby wyprodukowano go za czasów napoleońskich. Wewnątrz sama blacha, żadnej tapicerki, plastiku, deski rozdzielczej. Jednym słowem nic, co upodobniałoby go do środka komunikacji publicznej. Na dwuosobowym siedzeniu z przodu siedzi nas „ledwie” czwórka. Ci z tyłu już nie mają takiego luzu i w sumie w 9-osobowym busie jedzie nas ponad 20. Nogą zatykam dziurę w podłodze bo spaliny wpadają do środka i zapach jest nieprzyjemny. Wehikuł czasu ledwie kula się do przodu. Pod górkę silnik na pierwszym biegu wyje i powoli toczy się dalej. 2,5 godziny później i 15000IDR jesteśmy wreszcie na wybrzeżu. O lagunie możemy zapomnieć, ponieważ jest już po 12, a ostatni transport powrotny (notabene ten sam) jest już o 15:30,  rejs na wyspę Sempu trwa pół godziny plus kolejne dwie marsz przez wyspę i las namorzynowy. Taka sytuacja zdecydowanie mnie nie urządza bo specjalnie w tym celu zdecydowałem się zboczyć trochę z trasy, zamiast udać się prosto w kierunku Bromo. Bez namiotu ani niczego do jedzenia nocleg nie wchodzi w grę i muszę się zadowolić zwykłą plażą, których w Azji mnóstwo. Woda zimna, pochmurno, mówiąc krótko bez rewelacji. Czas na wyspie poświęcam więc na spacer po lesie mangrowym i walkę z korzeniami. W jednym miejscu natrafiam na małe oczko z błękitną wodą i ślady jakichś łap. Nie wiem co za zwierzę tam odpoczywało ale tuż przed tym jak tam dotarłem słyszałem, że coś bardzo szybko bierze nogi za pas. Naiwnie byłoby sądzić, że powrót będzie dla odmiany bezproblemowy. Bus odjeżdza o 15:30, a my jeszcze grubo po 15 wciąż tkwimy na wyspie i nie zanosi się byśmy prędko mieli się zbierać. Łódź czeka tylko towarzystwo niegotowe. Gdy wypływamy jest już 15:20, a na domiar złego przez ładnych parę minut płyniemy w przeciwnym kierunku by dopiero po chwili zawrócić w stronę brzegu. Całe szczęście, że kierowca na nas poczekał, co dla mnie nie było tak oczywiste i stąd ten niepotrzebny stres. W busie jest tym razem luźniej choć atrakcji również nie brakuje. Auto kilkukrotnie na środku drogi odmawia posłuszeństwa i jestem pełen obaw czy uda nam się w rozsądnym czasie dotrzeć do Malang. Szczęśliwie kierowca je za każdym razem, po dłużej lub krótszej chwili reanimuje i przywraca do życia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s