Dzień 10: Mestia

Ostatniego dnia pobytu w sercu Kaukazu – Górnej Swanetii wybieramy się na małą wycieczkę. Rozważamy spacer w stronę lodowca Chaladi lub Jezior Koruldi. Po zasięgnięciu rady Róży, która sugeruje, że szlak do jeziorek jest ładniejszy, choć bardziej czasochłonny w porównaniu z trasą do czoła lodowca, który prowadzi w większości drogą i pozwala w dużej części na dojazd samochodem.
W związku z powyższym decydujemy się pójść w stronę jezior. Najpierw kierujemy się przez miasteczko w kierunku północnym, po czym w pewnym momencie skręcamy w prawo, bodajże w kierunku regionalnego muzeum etnograficznego. Od tego miejsca szlak pnie się w górę i wiedzie lasem przecinając po drodze ukwiecone łąki. Dotarcie do krzyża górującego nad Mestią zabiera przeszło dwie godziny. Dalej szlak prowadzi łagodniej aczkolwiek ciągle pod górę. Zgubić się trudno ponieważ należy podążać szeroką wręcz drogą. Na tej wysokości (2300 m) nie ma już drzew, jednak nadal kwitną różaneczniki zwane potocznie rododendronami lub azaliami. Na łąkach stoją jeszcze ze trzy małe szałasy pasterskie, a w ich pobliżu pasą się konie i krowy. Popołudniu chmury, które przysłaniały Uszbę znikają i odsłaniają położony dosłownie tuż tuż trudny i niebezpieczny szczyt o dwóch wierzchołkach. Zza pobliskiej grani wyłania się biała kopuła położonego już po stronie rosyjskiej Elbrusa. Pomimo, że szczyt jest oddalony o jakieś 15 km w linii prostej, a przesłaniająca go grań ma przeszło 3000 m n.p.m. to i tak znacząco wystaje ponad nią.
Jeziora Koruldi trochę rozminęły się z moimi wyobrażeniami, ponieważ spodziewałem się czegoś w rodzaju tatrzańskich stawów, a mnie przypominały one wodopoje dla koni, które pasły się nieopodal utworzone z wytopionego śniegu. Z tego powodu nie byłem pewien czy to już tutaj, czy powinienem jeszcze dalej iść. Wyszedłem więc prawie na 3000 m n.p.m. ale nie zapowiadało się, że na zboczu góry będzie jeszcze jakaś woda. Patrząc jednak na nie z góry i sposób w jaki w zielonej wodzie odbijały się okoliczne szczyty, niebo i chmury dodawał im niewątpliwie uroku.
W drodze powrotnej od krzyża postanowiliśmy wracać nie drogą, którą przyszliśmy rano tylko zejść w prawo. Szlak ten okazał się zdecydowanie krótszy (40 min do miasta) ale bardzo stromy i gorzej oznaczony, co może nastręczać pewnych trudności próbując nim podejść. W dodatku już w samej Mestii na odcinku około 100 metrów prowadzi korytem potoku.
Nawet jeśli jeziorka mogą wydawać się nie warte zachodu to widoki i otoczenie wysokich gór sprawia, że widoki są przepiękne, a trasa godna polecenia.

Zapis śladu trasy z GPS’u.

Reklamy

3 thoughts on “Dzień 10: Mestia

  1. Ja wybrałem dokładnie tą samą trasę, z tą różnicą, że nie wiedziałem o skrócie do miasta spod krzyża. I najbardziej wykończył nas powrót właśnie. Ale warto było!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s