Dzień 11: Sydney

Noc nie należała do pogodnych i już wieczór zwiastował burze i deszcz. Na szczęście namiot wytrzymał bez problemów. Szkoda tylko, że pogoda rano nadal jest brzydka.

Zważywszy na fakt, że po drugiej stronie zatoki zaczyna się Sydney decydujemy przeprawić się promem z Bundeena do Cronulla (6$), a następnie wsiadamy w pociąg i jedziemy do Bondi Junction, skąd już tylko kilkanaście minut piechotą na jedną z najbardziej znanych i rozpoznawanych plaż nie tylko Sydney ale i całej Australii – Bondi Beach. Niestety pogoda nadal nie jest najlepsza i co chwilę musimy się chronić przed deszczem. Ścieżką wzdłuż wybrzeża idziemy kilkaset metrów i wracamy  na dworzec. Podjeżdżamy parę stacji na Martin Place i przez The Royal Botanic Gardens kierujemy się w stronę gmachu opery. Wydaje mi się, że na żywo nie robi takiego wrażenia jak na zdjęciach, choć i tak jest to niewątpliwie dzieło sztuki, zważywszy na to, że ma już swoje lata. Chwilę kręcimy się w okolicy, po czym ruszamy dalej na Sydney Harbour Bridge, z którego świetnie widać panoramę miasta oraz zatokę wraz z operą. Pogoda ponownie pokazuje pazur i zanosi się na deszcz. Gdy wysiadamy na stacji Cronulla leje jak z cebra, a do odpłynięcia promu mamy ledwie parę minut. Nie ma co zwlekać, biegniemy. Pomimo, że jest to ledwie kilkaset metrów jesteśmy kompletnie przemoczeni.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s