Dzień 20: Wodospady, Lake Eacham, Kuranda

Jak zwykle wyruszamy dość wcześnie bo po 6. Z Bruce Hwy odbijamy parę kilometrów w prawo w stronę Mission Beach. Liczne znaki informują o niebezpieczeństwie spotkania kazuarów, jednak nam nie udaje się żadnego zobaczyć.

Nie wracamy jednak na główną drogę tylko wybieramy jedną z tras turystycznych – „Canecutter Way”. Za Innisfail skręcamy całkiem w bok i nie jedziemy prosto na Cairns tylko w głąb gór.

Nieopodal Milla Milla kupujemy herbatę wystawioną na sprzedaż tuż obok pól herbacianych, a następnie zjeżdżamy w boczną drogę do wodospadów – Mungali Falls, Zillie Falls i Milla Milla Falls. Przy tym pierwszym gotujemy sobie śniadanie, w końcu najwyższa pora, jest już po 10. Jako, że powoli zbliżamy się do końca naszej drogi, czyli do Cairns, musimy sukcesywnie pozbywać się wszelkich zapasów jedzenia. Gotujemy więc spaghetti z pomidorami, czosnkiem i co tam jeszcze mamy w samochodzie. Korzystamy w tym celu z kuchenki na paliwo płynne Primus OmniLite. Mimo, że można gotować za jej pomocą na ropie, nafcie i wszystkim innym co się pali, a także kartuszach z gazem, my używamy w tym celu benzyny 91 – takiej samej jaką tankujemy samochód. W ciągu dwóch tygodni gotując co najmniej dwa razy dziennie obfite posiłki zużyliśmy jej może około litra, jest więc bardzo wydajna, a zagotowanie litra wody to kwestia 2-3 minut.

Za Atherton skręcamy w stronę Lake Eacham, gdzie po raz pierwszy mamy problem z zaparkowaniem. Jest weekend i zjechało się trochę ludzi. Idziemy popływać na parę minut, oglądamy żółwie pływające w niebieskiej wodzie jeziora i jedziemy dalej.

Objeżdzamy Lake Tinaroo dookoła, zatrzymując się po drodze przy wielkim drzewie figowym. Jest naprawdę imponujące, a ze względu na swe ogromne wymiary ciężko oszacować jego wiek i wysokość. Droga wokół jeziora ciągnie się dłużej niż wynikałoby to z mapy, kończy się asfalt, a zaczyna szuter i taką drogą jedziemy przeszło godzinę.

Popołudniu docieramy do Kurandy, co do której mieliśmy chyba większe oczekiwania. Może dlatego, że jest już po godzinie 16 i miasteczko wygląda na wymarte. Targ zamknięty, muzea i informacja turystyczna także. Oglądamy tylko Barron Falls, które podobnie jaki inne wodospady niosą mało wody i nie są tak efektowne jak na zdjęciach, które widzieliśmy wcześniej.

W poszukiwaniu noclegu kierujemy się do parku narodowego, parę kilometrów za Speewah, gdzie można się bez problemów rozbić z namiotem. Są łazienki, prysznic, a także miejsce na ognisko, z którego wieczór korzystamy. Poza nami jest tam jeden Niemiec, więc wspólnie robimy ognisko i urządzamy pieczenie ziemniaków.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s