Dzień 4: Lago de Atitlan

Pobudka ponownie już o 5 rano. Po deszczu ani śladu. Jedna ściana naszego pokoju składa się prawie z samych okien, a budynek położony jest na stromym zboczu opadającym w stronę jeziora, w którym powoli zaczyna odbijać się wschodzące zza gór i wulkanów słońce. Dokładnie na wprost naszego pokoju, po drugiej stronie wody, wystaje wierzchołek wulkanu Atitlan, który co parę minut wypuszcza z siebie obłok dymu.
Schodami schodzimy w dół zbocza, gdzie tuż nad brzegiem mieści się restauracja. Otwarta dopiero od 8, więc wracamy do góry, gdzie leżąc w hamakach delektujemy się widokami i ciastem bananowym.
Na śniadanie zamawiamy naleśniki z owocami, posypką i dzbanek herbaty. Przy okazji wypytuję właścicieli o stan interesujących mnie dróg w Gwatemali. Pojawia się między innymi para Anglików, którzy od dwóch lat podróżują na motorze. Przez ten czas zdążyli przejechać już Afrykę, Amerykę Południową, a teraz zmierzają dalej na północ. Od nich dowiaduję się trochę więcej o stanie nawierzchni, ponieważ przed paroma dniami odwiedzili miejsca, do których my dopiero zmierzamy.
Po pysznym i sycącym śniadaniu kierujemy się na nasz następny nocleg do San Pedro la Laguna. Pomimo, że jest to ledwie ponad 10km to trafienie na miejsce zajmuje nam chyba trzy godziny. Wszystko przez to, że adres jest niedokładny i dość długo błądzimy po miasteczku z ciasnymi i jednokierunkowymi ulicami. Co więcej, sami miejscowi nie za bardzo orientują się gdzie jest szukana przez nas ulica. Uzyskując co raz to nowe wskazówki jedziemy wąskimi uliczkami, które w pewnym momencie stają się tak wąskie, że nie sposób dalej jechać. Nie można nawet zawrócić. Jedyne co pozostaje to cofać mając po 5cm między ścianami, a każdym z lusterek. I tak przez kilkaset metrów i parę zakrętów, do czasu aż udaje się zawrócić na jednym z zakrętów. W końcu decydujemy zadzwonić i zapytać o drogę. Okazuje się, że na początku byliśmy ledwie 100m od hotelu, a ktoś wskazał nam zupełnie przeciwny kierunek. Na szczęście jesteśmy na miejscu, zostawiamy bagaże w pokoju i idziemy na spacer po San Pedro la Laguna.
Miasteczko jest bardzo turystyczne. Co kawałek sklepy z pamiątkami, ubraniami w stylu Majów – czyli bardzo wzorzyste i kolorowe. Nie mogę się powstrzymać widząc właśnie takie spodnie i kupuję jedną parę. Jedząc burrito zauważamy przechodzącą Magdę i Karolinę, które również zwiedzają okolicę.
Po obiedzie wracamy do hotelu chwilę poleżeć na tarasie i znów popatrzeć przez chwilę na jezioro i otaczające je wulkany i góry. W wodzie przy brzegu kobiety piorą ubrania uderzając nimi o kamienie. Zastanawia nas dlaczego parę domów stoi w wodzie i pytamy recepcjonistkę o przyczynę tego stanu. Tłumaczy nam, że według Majów jezioro Atitlan ma pięćdziesięcioletnie cykle podczas których wody na zmianę ubywa i przybywa. Obecnie jednak na skutek być może ocieplenia klimatu poziom wody wyłącznie wzrasta.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s