Dzień 14: San Salvador, Parque Nacional El Boqueron, San Andres, Joya de Ceren, Juayua

Dzień zaczynamy od śniadania w hostelu, po którym wybieramy się odwiedzić ścisłe centrum San Salvadoru. O ile przedmieścia, gdzie nocowaliśmy były ładnie utrzymane i zadbane, o tyle okolice Plaza Barrios, gdzie mieści się między innymi Pałac Narodowy czy Katedra Metropolitalna są brudne, zaśmiecone, pełne bezdomnych nocujących na krawężnikach i tam też załatwiających swoje potrzeby co można wnioskować po rozchodzącym się zapachu.

Abstrahując jednak nieco od wyglądu na poziomie ulicy to Pałac Narodowy będący siedzibą rządową aż do trzęsienia ziemi w roku 1986 wręcz bije w oczy kremową bielą. Podobnie stojąca tuż obok katedra, w której akurat odbywa się msza.

Przy Parque Libertad znajduje się kolejna ciekawa i warta odwiedzenia budowla, a mianowicie kościół El Rosario. Zbudowana na planie łuku z witrażami w kolorach tęczy.

Oddalając się od centrum miasto robi się bardziej czyste i schludne choć i tak wydaje mi się, że jest z poziomu turysty wygląda lepiej niż niejedno miasto polskie. Pojawiają się centra handlowe, salony samochodowe i oczywiście zamknięte osiedla.

Szeroką autostradą jedziemy w kierunku Santa Tecla, gdzie odbijamy na północ w kierunku El Boquerom. Mamy trochę trudności ze znalezieniem drogi tam prowadzącej jako, że nawigacja ma mały błąd i kombinujemy na własną rękę. Na szczęście się udaje i pniemy się powoli w górę, a po prawej strony poniżej roztacza się widok na całą kotlinę i San Salvador.

Wulkan San Salvador ma dwa wierzchołki, z czego drugi – El Boqueron ma w sobie jeszcze mały stożek – wysoki na 45 metrów. Wycieczka zajmuje kilkadziesiąt minut, a dotarcie od parkingu nie jest wymagające.

Jadąc dalej tą samą drogą wyjeżdżamy po drugiej stronie i docieramy do Panamericany. Nieopodal znajdują się ruiny w San Andres i Joya de Ceren zwane również Pompejami Ameryki. Nazwa wzięła się stąd, że mała osada Majów została podczas erupcji w 595 roku przysypana kilkoma warstwami popiołu i odkrywa stosunkowo niedawno. Od Pompejów odróżnia je jednak to, że ludzie przeczuwający zbliżającą się katastrofę opuścili w pośpiechu wioskę o czym świadczy brak znalezionych ciał.

Kilka kilometrów dalej w dolinie Zapotitan znajdują się wspominane już wcześniej ruiny San Andres z niewielką stożkową piramidą. Eksperci sądzą, że miasto pomiędzy 600, a 900 rokiem było zamieszkiwane nawet przez 12000 ludzi.

Popołudniu zmierzamy już w stronę wybrzeża Pacyfiku i miejscowości La Libertad, a następnie jedziemy wzdłuż wybrzeża na zachód. W El Tunco robimy przerwę, spacerujemy chwilę po plaży, a później delektujemy się przepyszną ceviche (kawałki ryby w soku z limonki z pomidorem, kukurydzą, ananasem, papryką, itp.)

Robi się już późno, a poza tym problemy żołądkowe znów dają o sobie znać więc jedziemy prosto w okolice Ruta de las Flores – do Juayua. Zatrzymujemy się w u przesympatycznego Cesara w hotelu Anahuac, który mogę z czystym sumieniem polecić.


Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s