Lwów, Kijów

To już kolejna moja wizyta na Ukrainie, a zarazem w Lwowie. Tym razem jednak było to podyktowane zbliżającym się lotem, które miałem odbyć z lwowskiego lotniska im. Daniela Halickiego.

Dojazd do samego Lwowa bardzo standardowy, czyli najpierw do Przemyśla, później autobusem do przejścia granicznego w Medyce. Szybka wymiana paru złotych na hrywny, żeby było na autobus, a później się zobaczy. Mrówek w postaci kobiet z wielkimi, wypakowanymi po brzegi siatami jest sporo ale to głównie w kierunku do Polski. Ja przechodzę bez kolejek. Z nudów chyba tylko ukraińska celniczka pyta mnie w jakim celu się do nich wybieram. Odpowiadam krótko, że pozwiedzać. Dostaję pieczątkę i jestem już na Ukrainie. Przestawiam zegarek o godzinę do przodu i idę przed siebie wymijając kantory wymiany walut, taksówkarzy i innych naganiaczy na transport do Lwowa. Po 100 metrach skręcam w lewo i idę na dworzec autobusowy. Na moje szczęście najbliższy autobus do Lwowa jest za 10 minut. Przy obecnym kursie koszt takiego przejazdu to coś około 6zł.

Ludzi pełno, z plecakiem trochę ciasno ale po ponad dwóch godzinach bez problemów docieram do centrum Lwowa. W drugim z kantorów (w pierwszym zabrakło hrywien) nieopodal dworca wymieniam jeszcze parę złotówek i tramwajem za 60 groszy jadę do hostelu. Bilety kupuję już w środku. Jest ciasno, a że stoję zaraz na samym początku, praktycznie w kabinie motorniczego to dostaję pieniądze od ludzi z tyłu tramwaju żeby kupić im bilet i przekazać z powrotem razem z resztą. Uśmiecham się pod nosem na myśl, że wracają znajome zachowania, niespotykane w Polsce i nigdzie na zachodzie, a niebawem będzie ich przecież jeszcze więcej.

Hostel mieści się bardzo blisko Prospektu Swobody, a więc w samym centrum turystycznym miasta. Jednak pierwsze co robię to kładę się by trochę odsapnąć po całej nocy w podróży i.. po chwili zasypiam.

Popołudniu gdy dochodzę do siebie idę na spacer po mieście. Pogoda dopisuje, pierwszy weekend wakacji więc turystów sporo. Na bulwarach prowadzących do jednego z najbardziej znanych budynków Lwowa jak zwykłe tłoczno. Poza spacerowiczami jest jak zwykle kilka stanowisk z osobami agitującymi na różne cele. Obecnie na czasie jest zbieranie funduszy na wsparcie ukraińskiej armii walczącej na wschodzie kraju z separatystami.

Opera we Lwowie

Opera we Lwowie

Rynek

Przy rynku

Spod opery kieruję swe kroki pod kościół św. Marii, którego fragmenty pochodzą aż z roku 1340. Nieopodal znajduje się jeszcze parę zabytków/kościołów wartych rzucenia okiem.

Jednak moim celem jest dotarcie na Wysokie Zamek, czyli.. wzgórze, z którego rozpościerają się panoramiczne widoki na całe miasto i okolicę. Przez krótki czas raczę się tym pejzażem, uwieczniam chwile na fotografiach po czym schodzę na dół i wracam do miasta.

Widok z Wysokiego Zamku

Widok z Wysokiego Zamku

Dochodzi późne popołudnie i najwyższa pora coś zjeść. Próbuję zajrzeć do kilku lokali polecanych w Internecie ale jak łatwo się domyślić – wszystkie stoliki są zajęte. Wynajduję więc inny lokal, ukryty w podwórzu jednej z kamienic. Przy obecnie niskim kursie hrywny wszystkie posiłki są bardzo tanie i na pewno nie pójdziemy z torbami nawet po obfitej uczcie.

Rano czeka mnie niestety bardzo wczesna pobudka. Trzeba zdążyć na samolot do Kijowa o 7 rano. Pod hostelem czeka już na mnie umówiona dzień wcześniej taksówka, która z około 12 zł zawiezie mnie na oddalone o 8 km lotnisko. O ile się orientuję nie ma innej alternatywy dla dojazdu tam o tak wczesnej porze. Odprawa bardzo standardowa. Bagaż nadaję od razu do Ałmatów. Przechodzę kontrolę bezpieczeństwa i zajmuję miejsce przed wyjściem do rękawa i przysypiam.

Lot także nie wyróżnia się niczym szczególnym. Nie serwują żadnego posiłku, wszystko przebiega bez zakłóceń. Lecimy nad złotymi łanami zboża i zielonymi łąkami, a gdzieniegdzie na horyzoncie wije się jakaś pomniejsza rzeczka. Po upływie niecałej godziny lądujemy na kijowskim lotnisku Boryspol.

Przed terminalem wsiadam do autobusu i za 35 UAH jadę do najbliższej stacji metra (Kijowska), a dalej za 2 UAH do centrum, na ulicę Chrzeszczatyk. Stamtąd ruszam na pieszą wędrówkę po mieście. Najpierw na Majdan, który był niedawno świadkiem tragicznych tragedii rozgrywanych w tym miejscu  w trakcie trwania kryzysu na Ukrainie. Dziś nie ma już śladu po tych wydarzeniach. Jedynie ze zniczy ułożony jest trójząb, a pod pomnikiem niepodległości i zegarem z kwiatów wystawione są portrety poległych bohaterów Ukrainy.

Majdan

Majdan

Godzina jeszcze wczesna więc mam spokojnie czas do popołudnia zanim będę musiał zbierać się na lotnisko. Z Majdanu idę dalej zwiedzać stolicę. Przez park Minsky Sad docieram do punktu widokowego, z którego rozpościera się panorama na północno-wschodni kijów i Dniepr, który leniwie płynąc przecina miasto. Niedaleko północnego wyjścia z parku znajduje się monaster św. Michała Archanioła o Złotych Kopułach.

Panorama Kijowa

Panorama Kijowa

Monastyr św. Michała



Monastyr św. Michała

Stamtąd podążam odchodzącą na południe aleją wprost pod plac z pomnikiem Bohdana Chmielnickiego na koniu, za którym wznosi się Sofia Kijowska czyli Sobór Mądrości Bożej. Po uiszczeniu opłaty za wstęp można wejść do środka i dokładnie obejrzeć średniowieczną budowlę. Dodatkowo bilet umożliwia wstęp na wieżę, z której rozciągają się widoki na wszystkie strony Kijowa. Szczególnie piękny jest ten w kierunku monasteru Michała, którego złote kopuły połyskują w letnim, ukraińskim słońcu.

Monastyr św. Michała

Sofia Kijowska

Sofia Kijowska

Z ciekawszych rzeczy została mi jeszcze do zobaczenia Złota Brama, która znajduje się parę przecznic dalej. Jest to średniowieczna drewniano-ceglana brama wjazdowa do kijowskiego grodu Jarosława.

Złota Brama

Złota Brama

Jako że zbliżało się już popołudnie, skierowałem swe kroki raz jeszcze w kierunku Majdanu, skąd metrem dotarłem ponownie na stację Kijowską, a następnie autobusem na lotnisko.

IMG_3709

Chrzeszczatyk

IMG_3712

Wejście na pokład rozpoczęło się niedługo przed planowaną godziną odlotu jednakże sam start opóźnił się prawie 50 minut.

Co do wrażeń lotu z Ukraine International Airlines to są one bardzo przeciętne. Jedzenie było względnie zjadliwe ale poza wodą i kawą, herbatą nie można było liczyć na nic. Tak samo gdy poszedłem zapytać o możliwość skorzystania z koca. Nie ma i tyle.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s