Jezioro Kaindy

W Saty jesteśmy przed południem i chcemy dotrzeć do jeziora Kaindy. Nie uśmiecha nam się jednak nieść ciężkich plecaków bo nie planujemy tam nocować. Do jeziora jest jakieś 10km w jedną stronę i chcielibyśmy na wieczór wrócić do Saty. W związku z tym pukamy do jednego z domów i pytamy czy możemy przechować plecaki. Właścicielka zgadza się bez problemu, zatem idziemy na lekko. O ile szlak do Kolsai zaczyna się parę kilometrów za wioską, o tyle ten do Kaindy ma swój początek tuż przed rozpoczęciem wioski, nieopodal rzeki.

Nie uchodzimy jednak daleko, gdy z drogi w oddali woła na nas miejscowe małżeństwo abyśmy wsiadali i jechali z nimi. Podróżują po Kazachstanie starym busem i właśnie tak jak my wybrali się do Kaindy.

Jeszcze na samym początku przejeżdżamy przez rzekę więc wysokie zawieszenie i napęd 4×4 są wymagane. 3km przed jeziorem uiszczamy opłatę za wstęp. Stawki te same co wszędzie, czyli 700 tenge za osobę. Na jednym bilecie można w ciągu jednego dnia zobaczyć zarówno jeziora Kolsai jak i Kaindy.

Jezioro Kaindy powstało w wyniku trzęsienia ziemi ponad 100 lat temu, wskutek którego spadająca ziemia i skały utworzyły na rzece naturalną tamę. Rosnący tam las wówczas drzewa utworzyły podwodny las. Widok jest naprawdę niezwykły i niespotykany. Ze znajdującego się w dole jeziora, otoczonego wapiennymi skały wyrastają wysokie, nagie już pnie świerkowego niegdyś lasu. Dodatkiem do tej już i tak malowniczej scenerii jest intensywnie turkusowy kolor wody, który zmienia się w zależności od intensywności padania promieni słonecznych.

Z parkingu, do którego dojeżdżamy samochodem do jeziora jest jakieś 5-10 minut drogą w dół. Schodząc ze ścieżki w las możemy zobaczyć wąwóz z osuwiskami poprzez który z jeziora wypływa rzeka. To właśnie w tym miejscu powstało kiedyś osuwisko.

IMG_3843

Woda jest lodowato zimna, czego mam wątpliwą przyjemność doświadczyć na własnej skórze gdy próbuję przejść parę metrów po wodzie i zrobić zdjęcia stojąc w niej po kolana.

IMG_3879 IMG_3845

Warto również przejść za skały, gdzie po drodze mamy możliwość spojrzenia na jezioro z góry jak i zobaczyć rzekę, która przepływa spokojnie przez małą polanę zamkniętą z każdej strony wysokimi skałami i lasem. Z tego miejsca nic nie wskazuje, że kawałek dalej znajduje się jakieś jezioro. To miejsce jest wręcz idealne na nocleg, choć nie jest to nasz cel na dzisiejszą noc.
IMG_3891 IMG_3893

IMG_3897

Do Saty wracamy piechotą ale ponownie po przejściu 3km do jeepa zabierają nas miejscowi. Tym sposobem przed 17 jesteśmy ponownie w wiosce. Od gościnnej rodziny odbieramy plecaki, dziękujemy za propozycję noclegu ale mamy nadzieję na wydostanie się jeszcze dziś do cywilizacji. Umawiamy się, że gdyby nam się nie udało to wrócimy. W końcu jest już późne popołudnie, a Saty to taki mały koniec świata, do którego prowadzi tylko jedna droga, a ruch samochodowy jest jak na lekarstwo.

Szczęście nas jednak nie opuszcza bo ledwo zamykamy furtkę od domu, a już podjeżdża samochód, którym zabieramy się do Zhalanash. Podczas gdy ja na kilka minut idę do sklepu uzupełnić zapasy, Ewa ma już kilka propozycji na podwiezienie. W ten sposób ledwo wysiadamy z jednego auta, a już następne się zatrzymuje żeby nas podwieźć. Dosłownie mówiąc, nigdy nie czekaliśmy więcej niż 5 minut na transport, a auta zatrzymywały się same. Nie musieliśmy nawet machać. Poza tym mieliśmy wtedy większą pewność, że gdy zatrzymują się sami to podwiozą nas bezpłatnie. W ten sposób dotarliśmy pod wieczór do doliny Karkara, przejechaliśmy prawie 200km licząc transport od jezior Kolsai i Kaindy i skorzystaliśmy z uprzejmości ośmiu kierowców.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s