Duszanbe

Wstajemy po 10, choć wciąż czuję jak mam obite kości od całodniowej jeździe jeepem. W południe umawiamy się z Martinem na lunch. Jego lunch, nasze śniadanie. W małej knajpce nieopodal jemy kurtob, tym razem pół porcji, z kompotem (11s). Naprawdę można się najeść. Po posiłku Martin wraca do pracy, a my ruszamy na eksplorację miasta.

Kurtob

Kurtob

Zaczynamy od parku Rudaki, przed którym stoi się pomnik X wiecznego władcy Ismaila Somoniego. Nieopodal wznosi się kolejny pomnik, tym razem perskiego poety – Rudakiego.

Pomnik Ismaila Somoniego

Sam park jest dość przyjemnym miejscem z mnóstwem zieleni, idealnie przystrzyżonej trawy, nad którą piecze sprawuje rzesza ogrodników i sporą ilością fontann. Zbudowano nawet sztuczny wodospad, ale niestety wodę włączają dopiero od godziny 17.

Kawałek dalej stoi wielki, biały, prostokątny budynek będący pałacem prezydenckim. W parku wznosi się również najwyższy na świecie, mierzący 125m słup z flagą.

IMG_4806 IMG_4804 IMG_4810 IMG_4807

Po zwiedzeniu centrum udajemy się po prostu przed siebie. W ten sposób natrafiamy na mecz w budowie będący już prawie na ukończeniu. Można wejść do środka, ale nic szczególnego tam nie ma.

Kawałek dalej mieszczą się jednak ogrody botaniczne (5s), do których wchodzimy. Ogrody to po prostu duży park ze szklarnią na środku, w której upchano na dość niewielkiej powierzchni parę gatunków ciepłolubnych kwiatów i drzew. Bardziej przypomina to szkółkę krzewów i drzew aniżeli ogród. Zewnętrzna część to z kolei zwykły park, jednak bardzo przyjemny w odbiorze. Spacerujemy alejkami, a dookoła na trawnikach piknikują ludzie.

Popołudniu kierujemy swe kroki do położonego na wzgórzu Parku Pobiedy, z którego roztacza się widok na całe miasto. Uświadamiamy sobie, że Duszanbe jest położone w kotlinie otoczonej z każdej strony niewysokimi górami. Swego czasu do parku docierała kolejka linowa, po której została górna stacja. W pewnym momencie w podchodzi do nas strażnik z ochrony i mówi, że w nocy jest tutaj mniej bezpiecznie. Nie wiem na ile jest to prawdą ale przy głównej alejce są umieszczone kamery.

Tuż przed samym parkiem stoi browar, którego zapach czuć już z pewnej odległości. Wstępujemy na chwilę, aby dać odpocząć zmęczonym nogom i ochłodzić się przez chwilę w klimatyzowanym pomieszczeniu.

IMG_4797

Wieczór, porządnie wygłodniali zmierzamy na powrót do centrum na jakiś posiłek. Za radą przewodnika wybieramy Rokhat Teahouse, które również z tego miejsca mogę polecić bo warto. Wojtek zamawia szaszłyka i małe ciastko, które okazuje się być suchą bułką, a ja barszcz i lagman – gęstą zupę z wołowiny lub baraniny z makaronem i warzywami. Do tego oczywiście kompot.

IMG_4852

Drugiego dnia naszego pobytu w Duszanbe, który ponownie zaczynamy solidną porcją kurtobu z kompotem, idziemy ponownie zwiedzać co miasto ma do zaoferowania. A trochę tego jest.

Wojtek postanawia odwiedzić muzea, które mnie za bardzo nie interesują, więc po prostu czekam na niego, aż skończy.

Kawałek na zachód od centrum, za rzeką Varzob jest niewielki park rozrywki. Wesołe miasteczko rodem z lat ’80 z dość leciwym diabelskim młynem.

Idąc dalej docieramy do ogromnego gmachu zwanego Tea House czyli herbaciarnią. Wciąż w budowie, choć już na ukończeniu ma być największą herbaciarnią na świecie. Nie mieści nam się to w głowie, ponieważ budynek jest wielki. Bliżej mu rozmiarami do naszego sejmu aniżeli herbaciarni jakie znamy z rzeczywistości. Nie mniej jednak jest piękny.

Tea house. Cultural and entertainment center in Dushanbe. Tajikistan. Central Asia

Dostajemy wiadomość od dziewczyn, że dotarły do Duszanbe i czekają na Martina aż wróci do mieszkania. Pomimo, że poza Martinem mieszkają w nim jeszcze trzy osoby, a na couchsurfingu jest nas już szóstka – ja z Wojtkiem, Ania z Marysią i para Francuzów, którzy także jechali stopem z Khorogu, to nie jest jeszcze ciasno.

Wojtek w jednym z biur podróży kupuje bilet na samolot do Biszkeku (100€). Tak jak w przypadku mojego z Ewą lotu do Osz, czas podróży ulegnie skróceniu z dwóch dni do zaledwie godziny, a koszt niewiele większy niż w przypadku jazdy marszrutkami. W związku z tym, mamy jakieś pięć dni aby wybrać się w Góry Fan tak, aby Wojtek zdążył wrócić do Duszanbe na samolot.

Robimy więc zapasy na targu choć nie ma tutaj orzeszków czy bakalii. Na ulicy Puszkina natomiast znajduje się bardzo dobrze wyposażony supermarket z różnego rodzaju jedzeniem, także owsiankami i kaszkami.

Jednym z ciekawszych miejsc, jakie było nam dane zobaczyć w Duszanbe było muzeum instrumentów muzycznych – Gurminj. W małym domu, wciśniętym pomiędzy restauracje, sklepy i bloki, mieści się prywatny zbiór unikatowych instrumentów, w szczególności strunowych, takich jak sitar, banjo i wiele wiele innych, których nazw nie jestem nawet pewien.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s