Chodżent

Po dotarciu do głównej drogi trafiamy  na tłum kierowców chętnych nas zabrać dosłownie wszędzie. Pospiesznie ich wymijamy i idziemy na ostatnie wspólne śniadanie do restauracji po drugiej stronie ulicy. Zatrucie co raz bardziej zaczyna mnie męczyć i nie mam zbytnio ochoty jeść ale jako, że nigdy nie wiem kiedy będzie okazja na kolejny posiłek, decyduję się na jajecznicę z herbatą.

Cały czas rozważałem czy nie pojechać jeszcze samemu do jezior od drugiej strony ale zdaję się na los, a ten nasyła na mnie kierowcę jadącego do Chodżentu (zresztą nie czuję się już na siłach wracać w góry. Z 70s zbijam cenę do 50, wsiadam i ruszamy w drogę. Droga choć dobra, to cały czas wiedzie przez góry, przełęcze i tunele. Dopiero po jakichś 120km góry zostawiamy za sobą i po raz pierwszy od przyjazdu do Tadżykistanu widzę ten kraj tak płaski. Po obu stronach ciągną się pola uprawne, sady. Jednym słowem – rolniczy krajobraz choć ziemia wydaje się być sucha, jałowa i pozbawiona wody. Temperatura na termometrze już prawie przekroczyła 40C, a kierowca dopiero po 3h jazdy zdejmuje bluzę.

Wysiadam gdzieś w centrum miasta ale tak naprawdę nie mam pojęcia dokąd się udać. Chodżent nie obfituje w bazę noclegową. W Lonely Planet jest napisane, że marszrutka w kierunku Kanibodom, w stronę Doliny Fergany w Uzbekistanie jeździ tylko rano. Później trzeba złapać taksówkę do granicy, a następnie powtórzyć tę czynność po stronie uzbeckiej by dotrzeć do Kokand.

Postanowiłem spróbować wsiąść w jakąkolwiek marszrutkę jadącą w tamtym kierunku i ewentualnie wysiąść po drodze nad zbiornikiem wodnym Kairakum, gdzie mógłbym spokojnie rozbić namiot.

W ten sposób dotarłem do Ghafurov, gdzie wstąpiłem na stację kolejową zapytać czy może jakiś pociąg nie zmierza do granicy. Niestety, pociąg jeśli już gdzieś jedzie to raczej do Rosji czy Kazachstanu. Zatem nic lokalnego. W dodatku kasjerki powiedziały, że to przejście graniczne z Uzbekistanem w Dolinie Fergany jest zamknięte i muszę skorzystać z innego. Ciężko było mi w to uwierzyć bo nigdzie w Internecie nie natknąłem się na jakąkolwiek wzmiankę o tym fakcie, a niewątpliwie jakaś by była, gdyby to była prawda. W końcu o lawinie przed Khorogiem dowiedzieliśmy się bardzo szybko.

Wyczytuję w przewodniku informacje o jakimś niedrogim noclegu w centrum Chodżentu. Postanawiam wrócić do miasta i spróbować odnaleźć to miejsce, a mianowicie hotel Sharq. Co prawda, gdy pytam o drogę, ludzie odradzają mi to miejsce mówiąc, że nie jest za dobre ale mimo wszystko nie zaszkodzi przekonać się na własne oczy. Hotel mieści się rzekomo na pierwszym piętrze, nad bazarem Panchshanbe (z tadżyckiego czwartkowy). Gdy jeszcze raz dopytuję o to miejsce, już na samym targu, starszy pan mówi, że miejsce jest od co najmniej czterech lat zlikwidowane, choć informacja o nim widnieje w ubiegłorocznym wydaniu przewodnika, i postanawia mnie zaprowadzić do innego hotelu – tego, pod którym wysiadłem przyjeżdżając do miasta. Po drodze jednak proponuje nocleg u siebie w domu mówiąc, że ma wolny pokój i nie stanowi to dla niego żadnego problemu.

IMG_5311

W domu Misza – bo tak ma na imię częstuje mnie przepysznym, soczystym i słodkim arbuzem oraz melonem. Chwilę później dostaję obiad choć z każdym przełkniętym kęsem czuję jak skręca mnie w brzuchu z bólu. Rodzina postanawia umówić mnie ze znajomym lekarzem na konsultację. W praktyce wygląda to tak, że udajemy się do apteki za rogiem, gdzie aptekarz przez telefon rozmawia z lekarzem w międzyczasie badając mój brzuch. W efekcie dostaję kroplówkę. Na zapleczu kładę się na kozetce, a kroplówka wisi w prowizorycznym stelażu zrobionym z pustej, rozciętej butelki.

Drugiego dnia po śniadaniu, Ilja – syn Miszy zabiera mnie na zwiedzanie miasta. Chodżent, mimo że założony jeszcze przez Aleksandra Wielkiego, nie obfituje w zabytki. Mimo wszystkie kierujemy swe kroki na bazar Panchshanbe. Siła wyższa zmusiła mnie kupić kartę pamięci. Nowy Compact Flash firmy Kingston do aparatu przestał działać po 200 zdjęciach i musiałem kupić parę GB. Nie byłem na szczęście na straconej pozycji bo cały czas mogłem z działającej karty wgrywać zdjęcia do telefonu, co też czyniłem już w Górach Fan. Jednak i w telefonie miejsca zaczęło ubywać także zdecydowałem się dokupić kartę do telefonu i tam robić kopię zapasową. Oczywiście nie zdjęć, te są zbyt cenne by trzymać je na karcie kupionej na tadżyckim bazarze. Po zwolnieniu miejsca w telefonie zdjęcia kopiuję do pamięci telefonu, a resztę danych kopiuję na nową kartę pamięci. Naprzeciwko bazaru wznosi się XIV wieczny kompleks religijny Sheikh Massal ad-Din z XIX wiecznym minaretem. Tuż obok powstaje współczesna konstrukcja.

IMG_5302

IMG_5304

W drugiej części miasta, za rzeką Syr Daria mieści się pomnik Somoniego, który stanął na miejscu 22 metrowego posągu Lenina, który przeniesiono tu z Moskwy  1974r. Zwiedzamy ponadto jeszcze stadion miejski i sklep z tapetami, w którym pracuje Ilji ciocia. Takich ciekawych miejsc było jeszcze kilka, szczególnie gdy spotykaliśmy jego znajomych, którzy zapraszali nas na przykład do …sklepu AGD/RTV.

IMG_5329

Popołudniu pojechaliśmy nad zalew Kairakum choć do końca byłem przekonany, że będziemy oglądać jakieś ruiny. Ilja cały czas wspominał o „murach” (nie było to rosyjskie „mope” – morze) i nie było słowa o jeziorze. Jakież było moje zdziwienie kiedy przyjechaliśmy na plażę, gdzie można się kąpać, pływać, są parasole i cała tego typu infrastruktura. Tym większe było moje zdziwienie, bo dwa dni temu na stacji kolejowej pytałem o ten zalew i dowiedziałem się, że tu nie ma żadnego jeziora i że to tylko rezerwuar i tam nie ma gdzie nocować.

Ochłodziliśmy się w wodzie, posiedzieli niedługo w cieniu i wróciliśmy na obiad do domu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s