Buchara

Właściciel hostelu odwozi nas do centrum, choć piechotą z plecakami zajęłoby nam to mniej niż 10 minut marszu. Zastanawiamy się jak znajdziemy transport do Buchary, gdy nagle tuż obok nas zatrzymuje się bus, w środku którego siedzi dwóch starszych panów. Krótka wymiana zdań, negocjacja ceny i za 35000 som/os jedziemy do Buchary. Jesteśmy głodni, a w środku pachnie świeżym pieczywem. Pytamy czy możemy odkupić jedną lepioszkę ale możemy się po prostu poczęstować. Kupionego pierwszego dnia pobytu w Samarkandzie arbuza nie zdążyliśmy jeszcze zjeść więc Leonore go zabrała. Bus, mimo że zwykły, niczym się niewyróżniający to w jakiś magiczny sposób pozwala poczuć magię podróży. Siedzimy trochę ściśnięci na tylnej kanapie przy czym jedno siedzenie nie posiada oparcia. Nie zastanawiając się długo po prostu rozkładamy się z tyłu na plecakach i od teraz jedziemy w komfortowych warunkach – na leżąco. Kierowca z kolegą ciekawi nas zadają pytania z częstotliwością jedno na pół godziny. Zaczynają od tego skąd jesteśmy. Kilkanaście minut i kilometrów później pytają czy tam do nas potrzebne im są wizy. Serię pytań zamykają tym o średnie wynagrodzenie w naszych krajach.

Wysiadamy na obrzeżach miasta i idziemy szukać jeszcze transportu do centrum. Od razu też obskakują nas taksówkarze rzucając taką cenę, że mimowolnie wybucham śmiechem i idę dalej nawet nie wdając się w negocjacje. Po chwil znajdujemy taksówkarza, który za 1000 som od osoby, co jest śmiesznie niską ceną, zgadza się nas zabrać. Mówię, że nie mamy jeszcze noclegu i pytam czy może nam coś polecić. Parę minut później przychodzi właściciel jednego z pobliskich hoteli i zaprasza nas do siebie.

Hotel jakich wiele, a mimo tego bardzo klimatyczny. Prowadzony przez rodzinę z pokolenia na pokolenie. Wewnątrz mieści się centralny dziedziniec z topczanami. Idealne miejsce na popołudniowy relaks.

IMG_6023

IMG_6018

Rano, jak zwykle mamy w zwyczaju, rozpoczynamy zwiedzanie miasta. Zanim jeszcze upał zacznie nam dawać się we znaki.

Ze wszystkich zabytków, świątyń, medres i meczetów najbardziej zapadło nam w pamięć kilka. Pierwszy to Minaret Kalon wraz z meczetem o tej samej nazwie mogącym pomieścić 10000 wiernych i ulokowaną po przeciwnej stronie medresą Mir-i-Arab, która pięknie prezentuje się w zachodzącym słońcu. Drugim jest fotogeniczny Char Minor z czterema wieżyczkami zagubiony gdzieś w labiryncie wąskich uliczek i wciśnięty na mały placyk między domami.

IMG_5930IMG_5858

IMG_5874IMG_5925

IMG_5995IMG_6001

IMG_6005

IMG_5988

Char Minor

W Bucharze podobał nam się także bazar bardzo przypominający nasze krakowskie sukiennice. Ten jednak oszałamiał feerią kolorów z jedwabnych i bawełnianych szali, toreb z wielbłądziej wełny czy drobiazgowo zdobionych talerzy, filiżanek i czajników do parzenia herbaty. Dodatkowym doznaniem był unoszący się zapach przypraw i ziół. Zdecydowanie uwielbiam takie stragany!

IMG_5871

IMG_5909

IMG_5964

IMG_5992

Wyróżniającą się w mieście budowlą jest również Ark, czyli masywna forteca. W środku jednak niczym nie zachwyca i zdecydowanie lepiej prezentują się zewnętrzne, potężne i grube mury.

IMG_5933

Ark za czasów Wielkiej Gry, jak nazywa się walkę o wpływy na terenie Azji Środkowej między Imperium Brytyjskim, a Rosyjskim był świadkiem wielu tragicznych wydarzeń. Jednym z nich jest historia dwóch brytyjskich żołnierzy – pułkownika Charlesa Stoddart’a oraz kapitana Arthura Conolly’ego. Stoddart przybył do Buchary trzy lata wcześniej z misją zapewniania Emira Buchary Nasrullah Khan’a o przyjaźni z Brytanią.

Nie docenił on jednak megalomanii Emira i przybył bez prezentów i z listem nie od Królowej Wiktorii, którą Nasrullah uważał za równoważną dla niego, ale od gubernatora generalnego Indii. Co więcej, Stoddart naruszył protokół wjeżdżając do Ark zamiast iść pieszo. Emir wrzucił go do więzienia, gdzie spędził większość czasu w dole wypełnionym szczurami i innymi, również jadowitymi kreaturami.

Conolly przybył do Buchary w 1841 roku aby negocjować uwolnienie towarzysza. Emir jednak węsząc spisek przeciwko niemu, zawiązany rzekomo przez chanów Chiwy i Chodżentu i jego wrzucił do więzienia. W 1842 roku obu stracono na placu przez twierdzą.

Więcej o zarówno tych wydarzeniach, jak i całej wielkiej grze jaka rozgrywała się pomiędzy dwoma mocarstwami na ziemiach Azji Środkowej począwszy od Bosforu aż po Indie, Pakistan, a nawet Chiny można przeczytać w książce „Wielka Gra” Petera Hopkirka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s