Valparaiso

Do Valparaiso dostałem się po całonocnej jeździe z Osorno, do którego z kolei przyjechałem przesiadając się w Bariloche. Dzięki spotkaniu Tomasa i Pabla parę dni wcześniej mam możliwość zatrzymania się w domu rodzinnym tego pierwszego. Już w rano w Valparaiso, po całonocnej jeździe autobusem, z okolic dworca autobusowego wsiadam w lokalny bus, który jedzie bezpośrednio na wzgórza. Pomimo, że miasto położone jest nad oceanem to teren jest tu bardzo pofałdowany. Ba, Valparaiso słynie z wzgórz, na których jest położone. To właśnie na nich kryje się ich cały urok.

img_1381_a

img_1390_a

Ze znalezieniem adresu mam pewne trudności, bo o ile jestem na właściwej ulicy, o tyle ona sama jest długa na 6km. Pomimo tego wysiadam w dobrym miejscu tylko nie mogę trafić pod właściwy dom. Z pomocą przychodzi mi miejscowy chłopak, którego proszę o pomoc w poszukaniu. Wchodzimy do sklepu, gdzie z telefonu na monety dzwoni do Rodrigo – brata Tomasa i załatwia wszystko. Parę minut później Rodrigo podjeżdża pod Plaza Bismark i zabiera mnie na szybkie zwiedzanie okolicy, by dać jego mamie czas na ogarnięcie się po niespodziewanej pobudce. Nie spodziewałem się, że w południe mogę kogoś obudzić ale tak się właśnie stało.

Szybki tour po wzgórzach, bo na dokładniejsze zwiedzanie jeszcze przyjdzie czas i wracamy do domu na lunch. Posiłek jemy w ogrodzie na tarasie. Widok jaki się z niego rozciąga jest wprost przepiękny. Zresztą już z pokoju Tomasa można zaniemówić patrząc przez okno. Jako, że dom mieści się na wzgórzu, to dosłownie na wprost poniżej jest port z zacumowanymi do nabrzeży lub stojącymi na redzie statkami. W prawo, jak okiem sięgnąć znajdują się domy i plaża ciągnąca się aż po horyzont – do Viña del Mar. Rodrigo mówi, że w sylwestra wystarczy podnieść głowę i bez wychodzenia z pokoju może obserwować pokazy sztucznych ogni i rozświetlone miasto.

img_1503_a

Popołudniu ruszam w teren na rekonesans po mieście. Z racji dobrej lokalizacji do tej najbardziej popularnej i turystycznej części mam może 10 minut piechotą. Po prostu schodzę ulicami w dół i napawam oczy pięknymi, upstrzonymi kolorowymi muralami ściany. Murale jakie można tu odnaleźć to nie jakieś tam bazgroły naścienne tylko naprawdę piękne dzieła z „Gwiaździstą nocą” Van Gogha łącznie.

img_1353_b

 

img_1326_a

Ulice Valparaiso przepełnione są magiczną atmosferą i swoistym klimatem, z którym moim zdaniem nie może się równać ani praska, ani nawet paryska bohema. Każdy zaułek, skwer, alejka są pięknie, kolorowo pomalowanie, co stanowi balsam dla oczu na te wszystkie inne betonowe, smutne, szare, ponure i bez wyrazu miasta. Valparaiso takie nie jest i na każdym kroku imponuje swoim wyglądem. Jako, że jest to miasto portowe to spotkałem się z paroma opiniami, że bywa niebezpieczne i sporo osób, z którymi się spotkałem zostało w nim napadniętych. Pomimo, że parę razy ktoś mi zwrócił uwagę bym uważał na aparat zawieszony przez cały czas na szyi, to nie czułem się w jakikolwiek sposób niepewnie.

img_1412_a

img_1456_a

Jeśli miasto tak malowniczo wygląda z bliska to jakie jest, gdy patrzeć na nie z oddali? Równie kolorowe! Rozrzucone po wzgórzach domy są podobnie barwne, ciekawe, a z odległości sprawiają wrażenie mozaiki. Mam ten komfort, że moi gospodarze mają taki właśnie widok z okna i tarasu. Wystarczy unieść głowę by wzrokiem sięgnąć aż po horyzont w ocean lub wiele kilometrów plaży, lądu i wzgórz.

img_1489_a

img_1480_a

img_1494_a

Taką zimę da się łatwo polubić, gdy w lutym można sobie siedzieć do późnej nocy na tarasie i popijając coś zimnego grać w gry planszowe.

img_1509_b

Rano znów wyruszam na miasto by spróbować uchwycić magię tego miasta w porannym słońcu. Jednym z ciekawszych do tego celu miejsc jest..cmentarz. Właśnie stamtąd, o tej wczesnej porze dnia pięknie widać wielobarwne domy ułożone jak kostki domina na pobliskich wzgórzach.

img_1420_a

img_1452_a

Wiem z doświadczenia, że na sposób, w jaki odbieramy dane miejsce nie zawsze wpływają tylko i wyłącznie jego walory wizualne. Wielokrotnie zdarzyło mi się być w bardzo przeciętnym miejscu, które jednak wywarło na mnie znacznie większe wrażenie, ponieważ wiązały się z nim ludzie, których tam poznałem. Tak samo jak w przypadku Valparaiso, w którym mam już niejako drugą rodzinę. Szkoda tylko, że czas zaczyna mnie gonić i nie mogę zostać dłużej. Z drugiej strony jestem już w stanie zaplanować wszystkie dni do końca swojego pobytu i wiem, że zdążę jeszcze wybrać się do… Iguazu! Na szybko kupuję dwa bilety lotnicze Mendoza – Iguazu, Iguazu – Buenos Aires. Bo to właśnie Mendoza jest miejscem, do którego jadę już tego wieczoru. Choć wszyscy na tej trasie zalecają skorzystanie z autobusu jadącego za dnia to niestety z powodu szybko upływającego czasu i małej ilości dni, jakie pozostały mi do końca wyjazdu wybieram autobus nocny. Wierzę na słowo i tyle ile mam możliwość w nocy przez szyby autobusu obserwuję góry. Trasa z Chile do Argentyny wiedzie przez Andy i to w okolicy masywy Aconcagua. Przełęcz Paso Internacional Los Libertadoles, na której znajduje się granica między Chile, a Argentyną położona jest na wysokości 3200m, co i tak jest względnie nisko, bo zanim oddano do użytku w 1980 r. tunel to droga wiodła przez przełęcz Uspallata położoną ponad 600m wyżej. W zimie bardzo często zdarza się, że droga jest przez wiele godzin, a nawet dni nie przejezdna z powodu obfitych opadów śniegu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s