Walia

Nie miałem żadnych oczekiwań ani wyobrażeń w stosunku do Walii, tej małej krainy położonej na zachodzie Wielkiej Brytanii, która swym wyglądem przypomina świński łeb (a cała Wielka Brytania mężczyznę jadącego na świni jak uświadomił mnie Tom).  Nie wiedziałem za bardzo czego się spodziewać ani czym może mnie zaskoczyć i może to i lepiej, bo zaskoczony zostałem. I to bardzo. In plus oczywiście. Nie ukrywam, że duży wpływ na to mogła mieć pogoda, która bardzo mi sprzyjała przez cały czas. Już samo to można uznać za niezwykłe.

img_3109_a_b

Jadąc w stronę Colwyn Bay wjeżdżam na ścieżkę rowerową prowadzącą brzegiem morza. Widokowo spektakularna, ale to i tak nic, w porównaniu z tym, co czekało mnie później.

img_3122_a_bimg_3131_a_b

W Conwy krążę chwilę po mieście po starych uliczkach, po których akurat spaceruje sporo turystów, mijam zamek, który najlepiej prezentuje się zza mostu i jadę na południe, w kierunku parku narodowego Snowdonia. Początkowo dość ruchliwą drogą i ciągnie się za mną sznur samochodów. Przy pierwszej nadarzającej się okazji odbijam w bok i wjeżdżam znów w wąskie, zasłonięte żywopłotem uliczki wijące się przez wioski i wzgórza. Jest bardzo stromo i wyjątkowo ciepło. Podjazd daje mi wyjątkowo w kość i pot leje się ze mnie strumieniami. Chwilę to zajmuje zanim wkulam się na to wzgórze ale widoki rekompensują wszystko. Popołudniowe słońce oświetla soczyście zielone łąki, na których pasą się owce. Sielski obrazek. No prawie, bo owce akurat postanowiły trochę się pobić i właśnie zderzają się głowami. Poza tym wszystko gra.

img_3139_a_b

Conwy

img_3142_a_b

img_3152_a_b

Niesforne owce

img_3159_a_b

Droga ta prowadziła na około ale była warta zachodu. Zjeżdżam w dół do Llanwrst, gdzie na lewym brzegu rzeki Conwy stoi Tu-Hwnt-I’r Bont – domek o bardzo wdzięcznej nazwie. Jak zresztą widać. Obecnie mieści się w nim kawiarnia, a słynie on z tego, że w całości porasta go jakiś bluszcz. Jest po prostu bardzo urokliwy, a położenie i otoczenie tylko potęgują doznania.

img_3179_a_b

Tu-Hwnt-I’r Bont

img_3204_a_b

Betws-y-Coed

img_3209_a_bimg_3216_a_b

Odtąd jest jeszcze piękniej. Im dalej na południe jadę tym bardziej zapuszczam się w Snowdonię. Mógłbym kolejny raz napisać o wioskach z domami z kamienia, które czarują swoją atmosferą tak, że chce się zostać na dłużej, ale większość maleńkich miejscowości, o których zdaje się jakby zapomniał czas, właśnie tak wygląda. Walia oczarowuje mnie za każdym zakrętem. To nic, że w pewnym momencie w środku gór zaczyna lekko mżyć i robi się ponuro. To wcale nie odbiera jej uroku, a wręcz przeciwnie – dodaje realizmu. Na szczęście taka pogoda nie trwa długo i po jakimś czasie ładna pogoda wraca.

img_3227_a_b

img_3244_a_b

Kolej parowa w Blaenau Ffestiniog

img_3273_a_b

img_3281_a_b

Wąskie uliczki Dollegau

img_3299_a_b

img_3305_a_b

Kolej wąskotorowa parowa w Fairbourne

W samym środku parku, na kompletnym odludziu zrywam sobie przez przypadek przednią linkę od przerzutki i muszę wracać do cywilizacji. Na szczęście sklep rowerowy jest tylko 15km dalej i rano dokonuję naprawy, po czym ruszam dalej. To tylko chwilowa niedyspozycja, która szybko została zażegnana.

img_3309_a_b

img_3320_a_b

Droga przez Snowdonię

img_3324_a_b

Snowdonia

img_3346_a_bimg_3358_a_b

Przez chwilę spodziewałem się, że może Aberystwyth mnie rozczaruje, bo ostatnie kilometry poprzedzające to miasto były nudne i jałowe ale ono samo takie nie jest. Aber jest równie piękne co cała reszta. Kolorowe domy ciągnące się wzdłuż plaży i promenady wyglądają zupełnie nie jak Wielka Brytania. Gdyby nie chłodny wiatr to czułbym się jak gdzieś na południu Europy.

img_3362_a_b

Aberystwyth

img_3389_a_b

Aberystwysth

Ścieżką rowerową opuszczam miasto i zmierzam na wschód – w kierunku Anglii. Prowadzi ona, jakże by inaczej, polami, lasami, a nawet od czasu do czasu trafi się jakiś wąwóz. Momentami bywa mokro i ślisko, a już szczególnie niebezpieczne jest na zjazdach i zakrętach. Myślę, że starty bieżnik w oponach nie pozostaje tu bez wpływu. Na następny wyjazd muszę usprawnić i pozmieniać parę rzeczy, ale o tym za może za później.

img_3412_a_b

Llanwrda

img_3427_a_b

Domy nad kanałem w Brecon

Walia pomimo swojej maleńkości i stosunkowo niewielkiej liczbie „rzeczy”, które może zaoferować turystom jest moim zdaniem naprawdę perełką wartą odkrycia i odwiedzenia. Pod względem krajobrazowym, przyrodniczym, kulturowym, historycznym, a także dla amatorów aktywności na świeżym powietrzu ma naprawdę sporo do zaoferowania. Pomimo, że spędziłem w niej stosunkowo niewiele czasu i tylko ją „przejechałem” to wywarła na mnie duże wrażenie. Zdaję sobie jednakże sprawę, że ten kierunek nie jest może typową destynacją turystyczną ale nie mniej jednak zdecydowanie warto się w niej rozsmakować. Gwarantuję, że nie zawiedzie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s