Qom, Kaszan, Abyanneh

Po bardzo krótkim locie z Baku, około północy lądujemy pod Teheranem na międzynarodowym lotnisku Imam Khomeini.

Przed przejściem wyrabiamy wizy (75€ lub 85$). Do wizy potrzebne jest ubezpieczenie potwierdzające ważność w Iranie. Pokazujemy EURO26, gdzie jest napisane, że obejmuje cały świat. Pan za ladą sceptycznie kręci głową. Próbuję go podejść, że jeśli Iran uważa się za kraj świata to ubezpieczenie jest jak najbardziej ważne. Ripostuje, że Iran to nie świat, Iran to księżyc. Na szczęście wszystko przechodzi bez przeszkód. Dostajemy wizy na miesiąc.

Dolary wymieniamy od razu w terminalu i ruszamy na pastwę losu taksówkarzy żeby jakoś się z tego lotniska w środku nocy wydostać. Mam jeszcze chwilę przyjemności negocjować po rosyjsku. Po dłuższych dyskusjach znajdujemy taksówkarza chętnego nas zabrać za 500 000 riali. Warto w tym miejscu nadmienić, że w Iranie obowiązują również tomany, które są.. rialami uciętymi o jedno zero lub więcej. 500 000 riali może być 50 000 tomanów lub po prostu 50 tomanami. W zależności na kogo się trafi. Trzeba się przyzwyczaić.

Z lotniska jedziemy wraz z dwójką chłopaków z naszego samolotu. My wysiadamy na bramkach przy autostradzie, oni jadą dalej. Kierowca wysadzając nas łapie nam od razu autobus do Qom. Nie musimy czekać ani minuty.

Autobus jest klasy VIP czyli wygodny, przestronny i ciepły. To jest moja trzecia noc bez porządnego snu i powoli zaczynam mieć dość. W wygodnym fotelu zapadam się coraz bardziej, robi się błogo sennie i.. właśnie wówczas trzeba wysiadać. Niestety na rogatkach miasta, a do centrum trzeba się jakoś dostać o tej 3 rano.

Idąc pustymi ulicami przez miasto po raz pierwszy stykamy się z Iranem. Mijamy puste parki, w których widać miejsca na piknik, parkingi, na których w samochodach lub na ziemi śpią ludzie. A noc do ciepłych nie należy. Jest może 12-15C. To i tak nieźle jak na listopad. W pewnej chwili obskakują nas taksówkarze stojący przy jednym ze skrzyżowań i ledwo udaje nam się przejść. Problemem jest, że nikt nie zna tu angielskiego i bariera językowa skutecznie utrudnia wszelkie kontakty. W końcu udaje nam się złapać stopa pod samą świątynię Fatimy, która nocą jest przepięknie oświetlona i mieni się kolorami.

2016-11-15 02.21.30_a

Ludzie śpiący na parkingach przy drodze

2016-11-15 03.27.52_a

Meczet Fatimy

Jak już wspominałem, kontakt językowy jest utrudniony ale dowiaduję się, że aby wejść do środka należy zostawić rzeczy w przechowalni, która jest otwarta dopiero od 5.

Zostawiam więc rzeczy na trawniku i wchodzę do środka. Meczet jest ogromny i przepiękny. Spaceruję bez przeszkód, przez nikogo niezatrzymywany. O ile jestem bez aparatu, o tyle widząc, że miejscowi robią zdjęcia telefonem, również po niego sięgam.

Wewnątrz znajduje się grób Fatimy – córki siódmego z dwunastu Imamów i siostry ósmego. Co roku tysiące Szyitów pielgrzymują do świątyni Fatimy by oddać jej cześć.

2016-11-15 03.31.52_a

Grób Fatimy

Po wyjściu robimy zmianę i ja zostaję na trawniku z rzeczami. Jestem tak śpiący, że w momencie zasypiam. Budzi mnie chłód. Listopadowa noc w Iranie nie jest tak ciepła jakbym chciał. Nie wiem na ile przysnąłem ale po przebudzeniu czuję się jeszcze bardziej niewyspany. Qom możemy uznać za zaliczone i nie ma tu po co dłużej zostawać. Starając się wydostać z centrum na obwodnicę pytamy kierowcy autokaru o drogę, a ten zaprasza nas do środka, częstuje herbatą, ciastkiem i podwozi na obwodnicę. Stamtąd po dłuższej chwili oczekiwania zabiera nas autobus do Kaszanu.

W Kaszanie mamy spotkać się z naszym gospodarzem z CouchSurfingu Amirem. Jednak najpierw idziemy zaopatrzyć się w lokalne karty SIM i… grzęźniemy w bagnie irańskich procedur. Jakby tego było mało, panie które nas obsługują robią ileś rzeczy na raz i tak naprawdę do końca same nie orientują się jak to wszystko ma działać. W każdym razie wszystkie sieci poza IranCell nie działają w iPhonach kupionych poza Iranem. U siebie w Samsungu nie mam żadnego problemu tylko zasięg LTE jest jedynie teoretyczny.

Gdy już zostawiliśmy swoje odciski palców, podpisy, kopie paszportów i wszystkie inne dane wrażliwe możemy zadzwonić po Amira. Mamy pewien problem ze zlokalizowaniem odpowiedniego ronda, przy którym jesteśmy umówieni. W końcu się udaje. Zapewne nie ciężko wyłowić nas z tłumu.

Wiele razy później zdarzało się, że każdego dnia mnóstwo ludzi podchodziło do mnie, zagadywało, prosiło o zrobienie zdjęcia. Do dziś nie wiem czy to dlatego, że byłem bardzo kolorowo ubrany i wyróżniałem się w ten sposób czy może jakiś inny. Nie mniej jednak było to bardzo miłe. Raz nawet udzielałem wywiadu do kamery na potrzeby jakichś badań dotyczących postrzegania Iranu za granicą.

Popołudnie w Kaszanie spędzamy kręcąc się i spacerując po mieście. Z zabytków jakie miasto ma do zaoferowania to m.in. Ogród Fin, bazar miejski, meczet Agha Bozorg i historyczne domy.

Ogród Fin przyznam szczerze trochę mnie rozczarował i zdecydowanie nie był wart swojej ceny. Postanowiłem wrócić te parę kilometrów do miasta piechotą i ledwo się rozpędziłem, a już ktoś zapraszał mnie do siebie. Pomyślałem, że to jest może ta irańska gościnność, o której tyle słyszałem i warto dać się porwać. Z tą myślą wsiadam do starego samochodu, pamiętającego jeszcze czasy sprzed rewolucji, którego kierowcą jest leciwy starszy dziadek. Pod nogami mam skrzynkę granatów (owoców!) przez co kolana sięgają mi do brody. Pan jechał na targ z zamiarem ich sprzedania ale póki co wracamy na herbatę do domu. Całkiem dobrze zna angielski, ponieważ swego czasu był związany z pracą przy wydobyciu ropy. Namawia mnie nawet żebym został ale wyjaśniam, że już mam gdzie spać. Po herbacie wracamy do miasta, w końcu granaty nadal nie sprzedane. Trochę atmosfera zaczyna się psuć gdy próbuje mnie podpytać ile mam przy sobie dolarów i ile z tego mu zostawię. Gość staje się nachalny i po dotarciu na targ odchodzę w swoją stronę.

IMG_4540_a_a

Ogród Fin

IMG_4557_a_a

IMG_4559_a_a

IMG_4575_a_a

Na koniec dnia, by zdążyć przed zmierzchem zachodzę do meczetu Agha Bozorog, który jest także medresą, czyli szkołą teologiczną. Poza dziedzińcem otoczonym dwupiętrowymi podcieniami wykończonymi standardowo wzorzystymi płytkami nie ma tu nic więcej do oglądania.

IMG_4568_a_a

Meczet Agha Bozorg

Nazajutrz ruszamy na wspólną wycieczkę do położonej w górach miejscowości Abyaneh. Wioska ta cieszy się zainteresowaniem krajowych i międzynarodowych turystów, którzy przybywają by podziwiać kaskadowo zbudowane na zboczu góry domy o intensywnie czerwonej barwie. Po drodze mijamy elektrownię atomową, której rzekomo nie można fotografować ale zawsze można się przyjrzeć na Google Maps. Kawałek dalej na skrzyżowaniu dróg stoją rozlokowane działka z lufami skierowanymi gdzieś na wschód.

Po zjeździe z autostrady droga jest pusta i nie mijają nas żadne samochody. Korzystam z sytuacji i wychodzę na okno żeby trochę pofilmować krajobraz. Przy 80km/h trochę wieje ale czego się nie robi dla dobrych ujęć. Przed wjazdem do Abyaneh uiszczamy opłatę za zwiedzanie i parę kilometrów dalej parkujemy na początku wioski. Wbrew pozorom znajdujemy się na wysokości ponad 2000m n.p.m. i jak na listopad to pogoda cały czas dopisuje. Krótki rękaw zdecydowanie wystarcza i gdyby nie prawo, które w tym kraju nakazuje noszenie długich spodni bardzo chętnie włożyłbym krótkie.

IMG_4586_a_a

Najpierw wspinamy się po zboczu, z którego rozpościera się panorama na okoliczne góry i miasteczko leżące pod stopami by po chwili zejść na dół i przejść wąskimi, brukowanymi uliczkami wśród gliniano-ceglanych domów. Abyaneh jest jedną z najstarszych miejscowości w Iranie co doskonale da się odczuć. Może to duch minionych epok i brak turystów ale atmosfera jaka panuje w miasteczku jest bardzo przyjemna. Jest tak pusto, cicho i spokojnie – wręcz błogo. Od czasu do czasu ciszę przerywa ryczenie poczciwego osła uwiązanego łańcuchem do ziemi. Nudzi się biedaczek tak stojąc bezczynnie cały dzień, a przynajmniej do chwili, gdy znów będzie potrzebny w transporcie. Takie to ciężkie życie osła – przydatny tylko gdy go potrzebują.

IMG_4600_a_a

Abyaneh

IMG_4662_a_aIMG_4667_a_a

Na przeciwległym zboczu leżą ruiny zamku. Ruiny to w tym przypadku trochę na wyrost powiedziane bo z zamku pozostała jedna wieża i mur okalający. Kawałek dalej natomiast jest coś co mogłoby przypominać sad w latach swojej świetności. Dziś jest to tylko kolejny kawałek muru otaczający suche, sterczące z ziemi patyki, które kiedyś były drzewami.

IMG_4683_a_aIMG_4688_a_a

Chodząc własnymi ścieżkami do wioski nie wracam tak jakby wypadało tylko próbuję na azymut trochę w dół. Liczę, że w ten sposób zrobię skrót i wyjdę w okolicach parkingu. Nie przewidziałem tylko, że droga którą podążam nie jest taka łatwa. Skaczę z jednego poletka obecnie porośniętego tylko suchą trawą na drugie obniżając się o parę metrów. Przedzieram się przez zarośnięte krzaki i lawiruję między drzewami. Już nie warto mi zawracać więc brnę przed siebie. Liczę tylko, że w tych trawach nie czai się żadna bestia i tej myśli się trzymam. Dobrze obliczyłem, że wyjdę tuż przed wioską tylko droga wcale nie była prostsza.

Po powrocie do miasta, a przed wyruszeniem w dalszą drogę odwiedzamy jeszcze jeden z słynnych domów  kupickich – Tabatabaei. Jest ich kilka (Khan-e Abbasian, Khan-e Boroujerdi,  Khan-e Ameriha). Tabatabaei jest rzekomo największym i najokazalszym z nich. Oglądałem tylko ten jeden więc nie mam porównania z pozostałymi.

IMG_4711_a_a

IMG_4695_a_a

Tabātabāei

Zbudowany we wczesnych latach 1880 ubiegłego wieku dom ten należał do wpływowej kupieckiej rodziny, której nazwisko nosi do dziś. Handlowali oni czym popadnie (herbatą, jedwabiami, itp.) ze wschodem i zachodem. Dziś rezydencja to tylko puste ściany, fontanna i dwie kondygnacje, po których można się swobodnie przemieszczać próbując sobie wyobrazić jak mogło funkcjonować życie pełne przepychu w czasach prosperity.

Robi się późno, a nas czeka jeszcze przejazd do Isfahanu. Żeby złapać autobus udajemy się na dworzec. Zamiast jednak skorzystać z taksówki łapiemy stopa i.. jedziemy na pace jakiegoś dostawczaka. Od pewnego czasu jest to moje ulubione miejsce w samochodzie i o ile nie jest zimno pozwala delektować się jazdą z panoramicznym widokiem w całkiem wygodnych warunkach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s