Isfahan

Do Isfahanu docieramy po niespełna trzygodzinnej jeździe autobusem z Kaszanu. Jest późno. Z dworca odbiera nas nasz kolejny gospodarz i wspólnie autem wracamy do domu, gdzie na stole czeka już kolacja. Uzupełniając kalorie, bo w ciągu dnia nie było czasu na jedzenie, rozmawiamy na temat naszych kultur oraz sytuacji w jakiej znalazł się współczesny Iran. A znalazł się w całkiem nieciekawej, obłożony wszelkimi sankcjami skutecznie tłumiącymi rozwój gospodarczy kraju. Co prawda niedawno zaczęto rzekomo je znosić i uwalniać Iran z kajdanów ale od każdego słyszymy, że to wciąż fikcja. Pomimo wielu bogactw naturalnych, od ropy począwszy na przesłodkich daktylach kończąc, nie można tych dóbr narodowych w większym stopniu eksportować i czerpać zysków z handlu. Podobno dochodzi nawet do sytuacji, że Włosi lub Hiszpanie skupują oliwki, przetwarzają i gotowe produkty oznaczają jako swoje. Analogicznie z innymi towarami.

Nie łatwiej wygląda sytuacja z dostępem do alkoholu, który jest zakazany i nie można sobie ot tak pójść do sklepu i kupić co na co tylko przyjdzie nam ochota. Oczywiście dla mieszkańców to nie problem i istnieją sposoby by otrzymać upragniony trunek. Zwykle wystarczy zagadać do odpowiednich osób (np. w sklepie) i zaraz lub po godzinie coś się znajdzie. Irańczycy radzą sobie jak mogą i również w swoich domach produkują wina, robią nalewki czy pędzą bimber dla własnej konsumpcji. Słyszałem opowieści od osób, które miały okazję uczestniczyć w imprezach urodzinowych, na których ktoś dowiózł alkohol. Wszystko jest dostępne jeśli się wie gdzie szukać. Podobnie jest jak słyszałem z środkami odurzającymi czy… wieprzowiną. Przy czym w tym towarzystwie alkohol traktowany jest jako błahostka. Oczywiście nie taka jak u nas, gdzie skończyłoby się na upomnieniu i do domu. Najprawdopodobniej za alkohol trzeba by było swoje odsiedzieć i dostać parę razów batem po plecach. Drugi biegun zajmuje wieprzowina, której spożywanie jest moralnie o wiele, wiele gorsze, a kary znacznie surowsze.

IMG_4904_a_a

Wielki Bazar

IMG_4735_a_a

W Isfahanie jest więcej ciekawych miejsc wartych odwiedzenia aniżeli w Kaszanie. Jednym z nich jest jeden z najstarszych i najdłuższych bazarów na Bliskim Wschodzie, którego początki sięgają XVII wieku, a długie na dwa kilometry arkady łączą stare i nowe miasto. Przechadzając się jego wąskimi uliczkami obserwuję sprzedawców handlujących dywanami, naczyniami, wszelkiej maści ubraniami, pamiątkami, przyprawami oraz od czasu do czasu daktylami. Jak nigdy nie byłem fanem tych ostatnich, tak w Iranie nie można się im oprzeć. Są dojrzałe, miękkie, mięsiste i tak słodkie jakby dojrzewające w cukrze. Palce lizać! Dodajmy do tego kilkanaście rodzajów pistacji – solonych bądź zwykłych i można organizować ucztę.

IMG_4787_a_a.jpg

Sklep z perskimi dywanami

IMG_4760_a_a.jpg

IMG_4757_a_a

Mieszanka przypraw

Wielki Bazar otacza wpisany na listę UNESCO Plac Naksz-e Dżahan zwany również Placem Królewskim bądź Placem Imama. Przy wymiarach 512 x 159m jest drugim największym placem na świecie po chińskim Placu Niebiańskiego Spokoju (Tiananmen). Pierwotnie miał służyć jako miejsce ceremonii królewskich i boisko do gry w polo. Południową stronę placu zajmuje Meczet Królewski, po zachodniej pałac Ali Kapu, a po wschodniej Meczet Szacha Lutf Allaha, do którego zmierzam w pierwszej kolejności. Uiszczam opłatę za wstęp i już jestem w środku. Nie ma wielu turystów ale to i lepiej. W dodatku dziedziniec wewnętrzny jest duży i można swobodnie spacerować. Oglądając wcześniej meczety i medresy w Uzbekistanie te irańskie wypadają zdecydowanie na niekorzyść. W dużej mierze są zniszczone, tu i ówdzie toczą się jakieś prace remontowe i przy których wznoszą się rusztowania. To co niewątpliwie łączy te meczety to piękne, bogato zdobione płytki pokryte mnóstwem florystycznych i geometrycznych wzorów.

IMG_4995_a_a.jpg

Meczet Szejka Lotfollaha

IMG_4999_a_a

IMG_4984_a_a

IMG_4765_a_a

Plac Naqsh-e Jahan Square

IMG_4895_a_a.jpg

Plac Imama Ali

IMG_4828_a_a

Meczet Naqsh-e Jahan

IMG_4821_a_a

IMG_4829_a_a

IMG_4853_a_aPrzechodzę uliczkami Wielkiego Bazaru, które popołudniu pustoszeją i całkowicie się wyludniają. Robi się wręcz dziwnie gdy idę w środku dnia jednym z największych targów i nie spotykam nikogo. Na światło słoneczne wychodzę dopiero po drugiej stronie. Od razu wszystko wraca do normy, życie toczy się dalej. Gdy tak idę w stronę meczetu Jameh ktoś wręcza mi do ręki kubek z herbatą i odchodzi. Ot tak, zupełnie bez powodu. Przez chwilę stoję zdezorientowany sytuacją, która właśnie zaszła, po czym ruszam dalej.

IMG_4867_a_a

Meczet Jameh

IMG_4880_a_a

IMG_4884_a_a

Meczet Jameh jest chyba najstarszym irańskim meczetem, którego początki sięgają VIII wieku, kiedy to pełnił funkcję świątyni zaratustriańskiej. Jego cechą charakterystyczną są cztery ejwany (przesklepione pomieszczenia ze sklepieniem w formie łuków). Przychodzę godzinę przed zamknięciem stąd muszę się trochę pospieszyć ze zwiedzaniem by zdążyć obejść cały kompleks, a nie jest on mały.

O ile w ciągu dnia na Placu Imama było sporo ludzi – piknikujących i odpoczywających na trawie, o tyle po zmroku jest ich jeszcze więcej. Generalnie życie toczy się jak wszędzie i wbrew opiniom Iran jest takim samym państwem jak każde inne, a nawet więcej, jako że mieszkańcy nie skażeni masową turystyką są wciąż otwarci, gościnni i ciekawi zagranicznych odwiedzających. Jakiś student zaczepia mnie na placu i pyta czy nie udzielę mu wywiadu przed kamerą i odpowiem na parę pytań potrzebnych do pracy dyplomowej. Chodzi głównie o postrzeganie Iranu w naszym świecie i ewentualne, choć niczym moim zdaniem nieuzasadnione, obawy przed przyjazdem.

IMG_4777_a_a.jpg

Pałac Aali Qapu

IMG_4964_a_a.jpg

IMG_4902_a_aNa drugi dzień zwiedzania zostawiam sobie ormiańską Katedrę Świętego Zbawiciela (Vank), której wnętrze zdobią niesamowicie misternie malowane freski przedstawiające sceny biblijne.

IMG_4928_a_a.jpg

Freski w katedrze Vank

Tuż obok kościoła mieści się muzeum upamiętniające ludobójstwo Ormian dokonane przez Imperium Osmańskie w latach 1915-1917 podczas I Wojny Światowej. Jest to drugie najlepiej udokumentowane po Holocauście ludobójstwo.

W sercu miasta, nad rzeką Zayandeh stoi jeden z jedenastu mostów w Isfahanie – Si-o-seh pol o trzydziestu trzech łukach. Nad rzeką to obecnie na wyrost powiedziane, ponieważ w związku z nieudolną gospodarką wodną i przekierowaniem wody w kierunku Yazd, koryto rzeki jest wyschnięte na pieprz i można przejść na drugi brzeg suchą stopą. Obecnie woda pojawia się tylko na krótki okres parę razy w roku. Smutny to widok oglądać tak potężny most rozpostarty nad spaloną słońcem trawą. Dawniej w poniektórych podcieniach mieściły się herbaciarnie, które jednak zlikwidowano pod pretekstem likwidowania tajnych spotkań konspiracyjnych, których uczestnicy się tam rzekomo mieli gromadzić.

IMG_4796_a_a.jpg

Most Si-o-seh pol

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s