Jazd

Do Jazd położonego na styku dwóch pustyń – Wielkiej Pustyni Słonej i Pustyni Lota docieram późnym wieczorem po kilkugodzinnej podróży autobusem z Isfahanu. Nim jeszcze ruszyliśmy w drogę słyszę znajomy język i tuż za mną siadają Gosia ze Zbyszkiem. Na rozmowie jazda upływa nam zdecydowanie szybciej, a po dotarciu na miejsce wspólnie bierzemy taksówkę do hotelu. Meldujemy się i po krótkiej przerwie ruszamy w wąskie uliczki miasta szukać restauracji bo wypadałoby w końcu coś przekąsić. Po 22 jest z tym ciężko ale po parominutowym spacerze coś udaje nam się znaleźć. Siadamy na tapchanach i zamawiamy każdy po zupie. W tym czasie podchodzi do nas jakiś pan i na dzień dobry zaczyna wymieniać po kolei nazwiska naszych piłkarzy: Deyna, Boniek, itd. i tłumaczy, że Mundial, że Argentyna i że on też coś tam dla Iranu jako bramkarz. Zaskoczeni zaczynamy sprawdzać historię mistrzostw świata z 1978 roku, następnie skład reprezentacji Iranu ale jego nazwisko nigdzie nie występuje. Tłumaczy, że on nie grał w pierwszym składzie zatem szukamy w drużynie rezerwowej ale nadal nic. Wyjaśnia, że był ledwie trzecim bramkarzem ale po chwili szukania i tam go nie znajdujemy. Gdzieś tam w każdym razie był, coś tam robił. Nie mniej jednak to miło, że ludzie pamiętają nasze drużyny i zawodników. Podobnie ma się sprawa z współczesną siatkówką. Z Iranem w ramach Ligii Światowej graliśmy wiele razy i parę osób, gdy im powiedzieć, że jesteśmy z Polski (tu: Lechistan) wymieniali dwa-trzy nazwiska naszych siatkarzy.

Jazd stanowi dobrą bazę wypadową na pustynię i tego typu wycieczki są tu organizowane i cieszą się zainteresowaniem turystów. Mnie jednak nie ciągnęło do zobaczenia ogromnych przestrzeni piasku więc szukałem alternatywnych sposobów spędzenia czasu.

Pierwsze co zrobiłem to wybrałem się do sklepu po ładowarkę do telefonu, bo swoją zostawiłem u Ramiego w Isfahanie. Przy okazji dotarłem do kompleksu Amir Chakhmaq, na który składa się meczet, karawanseraj, łaźnia, studnia, tekyeh (miejsca zbiórki Szyitów na modlitwę) oraz lokalne sklepiki

IMG_5053_a_a.jpg

Kompleks Amir Chakhmaq

Kręcąc się w okolicy zagaduję jednego turystę, rozmawiamy parę minut i dopiero przy wymianie podstawowych informacji okazuje się, że spotkałem rodaka – Marcina. Od tego momentu wspólnie ruszamy na zwiedzanie Jazdu. Macin miał na oku muzeum wody, która w tym pustynnym mieście jest cennym nabytkiem więc idziemy obejrzeć je razem. Tam dowiadujemy się m.in. o ludziach-kretach, którzy kopią qanaty – wąskie tunele pod ziemią z miasta w stronę gór, którymi następnie płynie woda. Jeśli rodzina jest bogata to stać ich na wybudowanie własnego kanału. Reszta musi zadowolić się wodą już przez kogoś zużytą i ponownie wpuszczoną do obiegu.

Planów na dłuższy pobyt w Jazd nadal nie mam dlatego zostawiam plecak w hostelu żeby się z nim nie włóczyć niepotrzebnie. Nieopodal wznosi się kolejny meczet – Jameh. Trwają w nim właśnie przygotowania do Al-Arba’in, czyli święta obchodzonego przez szyitów czterdzieści dni po Aszurze. Tak w skrócie jest to święto upamiętniające śmierć wnuka proroka Mahometa. Co się tyczy jeszcze dni wolnych w Iranie to warto nadmienić, że weekend w krajach islamskich zwyczajowo przypada na czwartek i piątek, aczkolwiek powoli odchodzi się od tego i przesuwa na piątek – sobotę ze względu na ułatwienie przedsiębiorstwom międzynarodowej współpracy.

IMG_5058_a_a.jpg

Meczet Jameh

IMG_5039_a_a.jpg

Iran zamieszkują głównie szyici stanowiący ledwie 12% wszystkich muzułmanów. Niedługo później, będąc już w Teheranie rozmawialiśmy między innymi na temat religii i rozłamu Islamu na szyitów i sunnitów dowiedziałem się dokładniej o co chodzi w tym sporze. Geneza konfliktu sięga VII w. naszej ery, gdy prorok Mahomet zmarłszy nie pozostawił po sobie następcy ani nie wskazał jednoznacznie w jaki sposób można by dokonać takiego wyboru . Jedna grupa nie zaakceptowała wyboru przedstawiciela drugiej grupy i odwrotnie, co doprowadziło do konfliktu trwającego po dziś dzień, a którego końca nie widać. Czasem aż ciężko uwierzyć, że spory mogą trwać na przestrzeni tysiącleci, a głównym problemem jest wybór odpowiedniego następcy proroka, który pojawił się wieki temu.

Meczet Jameh oglądamy bardzo pobieżnie by nie krzątać się podczas przygotowań, a poza tym w środku i tak niewiele jest do oglądania. Decydujemy się podążyć do zaratustriańskiej świątyni ognia,  której ogień nieprzerwanie pali się półtora tysiąca lat. Sama świątynia oczywiście jest nowa, wybudowana współcześnie ale ogień był przenoszony parę razy w przeszłości zanim tutaj trafił. Nie mamy szczęścia bo przychodzimy gdy akurat jest przerwa i świątynia jest zamknięta. W godzinach popołudniowych życie i funkcjonowanie instytucji zamiera na pewien czas. Nawet mamy trudności ze znalezieniem lokalu na obiad. Dopiero niedaleko hostelu trafiamy na otwartą restaurację.

IMG_5050_a_a.jpg

Zaratustriańska Świątynia Ognia

Spacerując wcześniej po mieście próbowaliśmy znaleźć miejsce, w którym moglibyśmy spróbować wielbłądziego mięsa i oto przypadkiem, w restauracji do której trafiliśmy jest bufet i właśnie mięso z wielbłąda do wyboru. Powiedziałbym, że smakuje bardzo podobnie do wołowiny i ma zbliżoną strukturę.

2016-11-19 14.44.07.jpg

Mięso wielbłąda, ryż i lody!

Świat jest mały, co zawsze powtarzam i tym razem także okazuje się mały. W restauracji spotykamy Mikołaja i Marcina, z którymi braliśmy tydzień wcześniej taksówkę z lotniska w Teheranie, a dodatkowo dosiadają się do nas kolejni Polacy z dwójką małych dzieci podróżujący już od pół roku własnym samochodem po krajach Azji Środkowej.

Na popołudnie zostawiamy sobie ogród Bagh-e Dolat Abad, do którego docieramy taksówką za parę riali lub tomatów. Kto by na to zwracał uwagę. Centrum ogrodu stanowi pawilon będący niegdyś rezydencją perskiego regenta Karima Khan Zand. Wnętrze budynku choć prezentuje tylko puste mury to zarazem bogato zdobione w bogato zdobione kolorowe witraże. Ogród znany jest również z jednego z najwyższych bo aż 33m badgiru wznoszącego się nad pawilonem. Jazd sam w sobie stanowi duże skupisko badgirów, których jest tu duże zagęszczenie co najlepiej ukazuje widok panoramiczny na miasto.

IMG_5075_a_a.jpg

Badgir w ogrodzie Bagh-e Dolat

IMG_5083_a_a.jpg

IMG_5052_a_a.jpg

Badgiry w Jazd

Czym zatem są badgiry? Niczym więcej jak „łapaczami wiatru” – starożytną wersją klimatyzacji. Zwyczajowo jest on jeden, cztery lub osiem na budynek, a ich zasada działania może być różna. Nie mniej jednak każdy z nich pełni funkcję chłodzenia powietrza. Jedne tylko robią zwykły przeciąg, w innych ciepłe powietrze jest ochładzane przez wodę z qanatu. Gdy nie ma jednak ani wody, ani wiatru stosuje się badgiry solarne, gdzie ciepłe powietrze w kominie jest ogrzewane po czym samoistnie unosi się do góry.

IMG_5042_a_a.jpg

Wracając z ogrodu do centrum przechodzimy labiryntem wąskich uliczek, których mury odgradzają nas od pobliskich domów. Po całym dniu chodzenia wracamy ponownie przed kompleks Amir Chakhmaq, przy którym znajduje się polecana w przewodniku cukiernia. Łatwo ją poznać po tłumach ludzi w środku. Żeby nie pozostać w tyle też decydujemy się na zakup lokalnych słodkości. Najpierw na karteczce zapisujemy co chcemy, podajemy sprzedawcy, ten wybiera dla nas odpowiednie opakowania, waży je po czym daje kwitek, z którym udajemy się do kasy. Po wszystkim wracamy po odbiór naszych smakołyków.

IMG_5062_a_aIMG_5071_a_aIMG_5057_a_a

Po całym dniu wspólnego zwiedzania się rozstajemy. Marcin jedzie na pustynię, a ja odbieram plecak i czekam na swój autobus na południe. Zbliża się godzina wyjścia więc zbieram się złapać taksówkę na dworzec. Przechodzę może 15 metrów od drzwi hostelu i ledwie docieram do ulicy gdy zatrzymuje się obok mnie auto. Opada szyba i ktoś z wnętrza woła żebym wsiadał, podwiozą mnie gdzie zechcę. Chwila zastanowienia, w głowie sceny z filmów, jak zostaję porwany, sprzedany i kto wie co jeszcze, po czym ciągnę za klamkę i gramolę się do środka z plecakiem pod nogami. Trafiłem na rodzinę z dzieckiem. Tacy chyba nie porywają dla okupu, prawda? Jedziemy na dworzec rozmawiając przy tym luźno na temat Iranu, czasów po rewolucji i tego, że nie każdemu się to podoba jednak pamiętając wydarzenia z przeszłości nikt nie odważy się wyjść przed szereg i powiedzieć „dość”.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s