Dzień 3: Abu Dhabi – Singapur

W Abu Dhabi lądujemy punktualnie. Na przesiadkę mamy 3h, co też szybko mija i przed 10 wchodzimy już na pokład kolejnego Airbusa A330-200 lecącego do Brisbane z międzylądowaniem w Singapurze, do którego to póki co zmierzamy. Szczęśliwie na pokładzie jest trochę wolnego miejsca, dzięki czemu możemy się rozsiąść, rozprostować trochę bardziej i w konsekwencji odespać co nieco poprzedni lot. W pewnym momencie jest przez pewien czas darmowy Internet, który można sobie wykupić w przypadku chęci dłuższego korzystania.

Prawie 8h później podchodzimy do lądowania na lotnisko Changi w Singapurze. W lewej strony, przez okno widać oświetlone wieżowce i charakterystyczny budynek Marina Bay Sands. Jesteśmy punktualnie, więc powinniśmy bez przeszkód zdążyć na ostatnie metro z lotniska do miasta. Szybka kontrola paszportowa, zakup biletów w automacie i już jedziemy w piekielnie zimnym, klimatyzowanym wagonie. Jak na Singapur to jest dość chłodno, bo ledwie 23-25°C i tuż po deszczu.

Do mieszkania Patryka docieramy o północy, jednak w mieszkaniu nikogo nie ma. Parę minut później zjawia się Patryk i upływa nam jeszcze sporo czasu na rozmowach nim kładziemy się spać.

Reklamy

Dzień 49 – Medan (Sumatra) – Jakarta (Jawa)

Już o 7:30 miałem jechać do miasta razem z Nitą. Samolot dopiero o 11:30, ale zważywszy na nieogarnięty ruch w mieście wolałem wyjść wcześniej. O 8 nadal nie zapowiadało się, by Nita była gotowa w ciągu najbliższej godziny, więc odprowadziła mnie tylko do głównej drogi, pomogła złapać busa i pojechałem sam. Na dworcu przesiadka na kolejnego busa jadącego w stronę lotniska. Kierowca zapomina sobie, żeby wysadzić mnie jak najbliżej i dopiero gdy włączam GPS orientuję się, że jestem już ładnych parę przecznic od miejsca, w którym zamierzałem pierwotnie wysiąść. Wysiadam i wracam podążając za wskazaniami GPS’u. W pewnym momencie przystaje obok mnie jeden z kierowców, wypytuje dokąd idę i tłumaczy mi, że tędy nie dojdę do lotniska, ponieważ jest to droga awaryjna. Zabiera mnie więc do swojego samochodu, zmienia swoją trasę z mojego powodu i podwozi mnie pod sam terminal.

Ponownie lecę liniami Mandala Airways. Dostaję miejsce środkowe przy wyjściu bezpieczeństwa – wyjątkowo dużo miejsca na nogi. Dwie godziny lotu szybko upływają na czytaniu książki i spokojnie ląduję na lotnisku Soekarno–Hatta w Jakarcie. Wsiadam w jakiś autobus (IR 20000/1,5h) i jadę na drugi koniec miasta, skąd odbiera mnie chłopak z CS – Bayu.

Nareszcie mam możliwość ponownie nagrać zdjęcia na DVD (to już 9 płyta), odetchnąć spokojnie, wyprać ubranie, wziąć prysznic oraz uzupełnić braki kalorii, bo rodzice Baya zamawiają dwie pizze i skrzydełka kurczaka z KFC. Nic lepszego jak pizza po prawie dwóch miesiącach spędzonych w Azji nie mogło mi się przytrafić tego dnia.

Baya tata wyciąga mapy, zdjęcia i opowiada o różnych miejscach w Indonezji, szczególnie o tych, do których planuję dotrzeć i wyjaśnia mi jak najlepiej to zrobić. Rano mamy zaplanowany wyjazd w góry i Bayu robi przygotowania.