Sziraz, Persepolis i Nekropolis

Sziraz – miasto jednoznacznie kojarzące się z jednym z moich ulubionych szczepów winogron, choć tak naprawdę niemające z nim nic wspólnego. Jak potwierdziły badania genetyczne shiraz pochodzi z Francji. I tyle byłoby tych skojarzeń bo Iran nie należy do krajów z wina słynących.

Po całonocnej jeździe autobusem z Jazd wysiadam na przedmieściach Sziraz i spacerem idę w stronę chyba najbardziej znanego irańskiego meczetu, wizytówki kraju – meczetu Nasir ol Molk. Cały sekret tkwi w tym, by być tam jak najwcześniej, gdy nisko świecące jeszcze słońce wpada przez kolorowe witraże do środka dając oczom piękny spektakl mieniących się kolorowych wzorów. Ale niestety, z powodu święta w dniu dzisiejszym meczet jest zamknięty. Szybka zmiana planów i korzystając ze wskazówek Marcina kieruję się do polecanego przez niego hostelu, w którym wykupuję wycieczkę do Persepolis i Nekropolis. Do obu zabytków można i bez przeszkód dotrzeć transportem publicznym lub taksówką jednak w cenie wycieczki był od razu uwzględniony koszt biletów i drobny poczęstunek więc nie opłacało się dodatkowo kombinować.

IMG_5090_a_a.jpg

Plan Persepolis

Po około godzinie jazdy podjeżdżamy pod ruiny i ruszamy na zwiedzanie tego, co z niego zostało, po tym jak armia Aleksandra Wielkiego w 330 r. p.n.e. zniszczyła perskie miasto (z greckiego: Perses – perskie, polis – miasto).
Pierwsze wzmianki o mieście pochodzą już z 515 r. p.n.e., kiedy to zostało założone przez Dariusza I Wielkiego z rodu Achemenidów. Wówczas zaczęły powstawać pierwsze budowle takie jak pałac czy skarbiec, które jednak zostały ukończone dopiero za czasów panowania Kserksesa I. Miasto znajduje się na około 20 metrowym tarasie, do którego wchodzi się po jednych z dwóch równolegle umieszczonych schodów o niskich stopniach. Początkowo uważano, że zabieg ten ma na celu umożliwienie wjazdu do miasta na końskim grzbiecie. Późniejsze teorie tłumaczą to tym, by szlachta wchodząc mogła w ten sposób zachować dostojny krok. Wejście na teren miasta wewnętrznego prowadzi przez monumentalną Bramę Kserksesa lub Bramę Wszystkich Narodów. Boki bramy zdobią ogromnej wielkości rzeźby byków zatopione niejako w ścianie. W całym mieście wiele kolumn, pozostałości ścian zdobią dobrze zachowane reliefy przedstawiające wydarzenia z życia miasta. Ówcześni Persowie nie znali pojęcia perspektywy dlatego też chcąc przedstawić daną scenę umieszczali je nad sobą. Jednym z takich przedstawień są tzw. nieśmiertelni – armia złożona z 10 tysięcy wojowników. Wbrew mylącej nazwie nie byli one wcale nieśmiertelni jednak gdy któryś ginął, od razu zostawał zastąpiony. W ten sposób tworzono efekt psychologiczny armii, tak jakby żaden z wojowników nie zginął.

IMG_5121_a_a.jpg

Przykład „perspektywy” stosowany w ówczesnej Persji. Postacie przedstawione na samym dole są w pierwszym rzędzie.

 

Jak już wcześniej wspomniałem, w 330 r. p.n.e. armia Aleksandra Wielkiego napadła i zniszczyła Persepolis. Większą część strawił ogień. Historycy po dziś dzień spierają się czy był dziełem przypadku czy umyślnym działaniem oraz zemstą za spalenie Aten, co  150 lat wcześniej dokonał król Kserkses.

IMG_5151_a_aIMG_5158_a_a

Na wzgórzu osłaniającym miasto od wschodu wykuto królewskie grobowce służące za miejsce pochówku dla Artakserksesa II i Artakserksesa III. Dotrzeć do ich podnóża można idąc parę minut wydeptaną ścieżką. Z góry roztacza się panoramiczny widok obejmujący nie tylko leżące u podnóża Persepolis ale i całą okolicę, aż po horyzont.

IMG_5185_a_a.jpg

Kilka kilometrów dalej leży inne ze znanych i wartych odwiedzenia miejsc – Naqsh-e Rostam zwane potocznie Nekropolis. W pionowej ścianie wykuto cztery grobowce dla czterech władców z rodu Achemenidów – Dariusza Wielkiego, Kserksesa I, Artakserksesa I i Dariusza II. Wejścia do nich zostały wyłamane przez Aleksandra Wielkiego i nie wiadomo co stało się z ciałami.
Jako, że wejścia do grobów znajdują się na pewnej wysokości tak, że poniżej znalazło się miejsce na reliefy przedstawiające sasanidzkich królów. Niektórych w walce, innych u boku bogów.
Pośrodku wznosi się zaratustriańska świątynia ognia o kształcie sześciokąta – Ka’ba-ye Zartosh z V wieku p.n.e.

IMG_5187_a_a

Nekropolis

IMG_5200_a_a

Popołudniu, po powrocie do miasta idę na spacer po okolicy. Nieopodal małego placu, na którym mieści się cytadela Karim Khana kupuję jakąś przekąskę i całkiem dobre lody – w końcu coś trzeba zjeść na obiad. Po przeciwnej stronie placu mieści się budynek poczty, więc przy okazji wysyłam pocztówki. Z ich zakupem czekałem aż do Shiraz i tak jak przeczuwałem – tutaj są najciekawsze, szczególnie te przedstawiające Nasir ol Molk.

IMG_5220_a_a

Cytadela Karim Khan

Parę ulic dalej mijam jakiś kolejny meczet – Ali Ibn Hamza i postanawiam z ciekawości zajrzeć. Przysiadam na chwilę na dziedzińcu przy małym basenie z fontanną i… znów ktoś niespodziewanie wręcza mi kubek z herbatą. Przyznaję, że irańska gościnność zaczyna pozytywnie zaskakiwać. Czekam aż trochę przestygnie po czym wypijam szybko dużymi łykami. Wchodzę do wnętrza meczetu i.. zastygam onieśmielony jego wystrojem. Ściany i sufit pokryte są, sam nie wiem, tysiącami.. milionami małych różnokolorowych, połyskujących szkiełek, które mienią i odbijają światło. Efekt jest oszałamiający i robi na mnie duże wrażenie.

IMG_5238_a_a

Meczet Ali Ibn Hamza

IMG_5230_a_a.jpg

Idąc dalej mijam park, w którym wznosi się grób Hafeza – klasyka poezji perskiej i tadżyckiej urodzonego i zmarłego w Sziraz. Uznaje się go za jednego z największych twórców poezji lirycznej.

IMG_5242_a_a.jpg

W oddali grób Hafeza

Najbardziej moją uwagę przykuwa jednak wzniesienie, które wznosi się kawałek dalej. Wydaje się być na wyciągnięcie ręki, więc postanawiam spróbować dostać się na górę. W zasadzie od głównej drogi wiedzie ścieżka. Może nie jest w najlepszym stanie ale 20 minut zajmuje mi wydrapanie się na jej grzbiet. Widoki jakie się z niego roztaczają są niesamowite. Na północnym-wschodzie, tuż u podnóża leżą gęsto zabudowane domy, wraz z Bramą Koran na wjeździe do miasta, a wszystko to jest otoczone górami w piaskowym kolorze. Praktycznie zero zieleni. Tylko gdzieś między jednym, a drugim zachodzącym na siebie masywem można się domyślać, że istnieje jakiś prześwit, w kierunku którego wiedzie droga. Widok na południe to z kolei reszta miasta rozlana na bardziej otwartym terenie na tle powoli obniżającego się na horyzoncie słońca. Na górze spędzam chyba kilkadziesiąt minut delektując się przepięknymi widokami. Bez zastanowienia jest to jedno z ciekawszych miejsc w mieście i warto przyjść tutaj przed zachodem słońca.

IMG_5262_a_a.jpg

Panorama miasta

Cały czas z dołu docierają do mnie hałasy jakiejś demonstracji czy wiecu. Tak to w każdym razie z mojej perspektywy wygląda. Z ciekawości postanawiam podejść bliżej szczególnie, że wszystko dzieje się obok parku z grobowcem kolejnego perskiego poety – Sadiego. Próbuję wmieszać się w tłum ale ciężko mi to idzie, gdy wszystkie oczy zwrócone są w moim kierunku. Zresztą wspominałem wcześniej, że mam trochę kolorowy strój i daleko mi do ninja. Chwilę jeszcze kręcę się w koło po czym wracam w drogę powrotną, a że zapuściłem się parę kilometrów za miasto to czeka mnie dłuższy spacer.

Następnego dnia już nie ma żadnego święta i skoro świt, tuż po otwarciu meczetu o godzinie 7 rano ruszam na zwiedzanie. Jak wspominałem, jest to najlepsza pora jako, że poranne promienie słońca wpadają przez kolorowe witraże tworząc na ścianach i podłodze grę świateł. Mimo, że jestem wcześnie, tuż po otwarciu to wewnątrz znajduje się już parę osób. Wszyscy z aparatami fotografują to piękne zjawisko. W miarę upływu czasu ludzi pojawia się coraz więcej i ciężko o większy spokój. Przychodzą kolejne wycieczki i robi się tłoczno. Większość zdjęć i pocztówek przedstawia meczet bez dywanów. Na ich misternych perskich wzorach światło trochę się gubi ale i tak całość robi niesamowite wrażenie. W środku spędzam z grubsza półtorej godziny spacerując lub po prostu siedząc i oglądając. Warto zadrzeć głowę ku górze i zwrócić uwagę na pięknie zdobiony sufit.

IMG_5371_a_a.jpg

Nasir Al-Mulk czyli Różowy Meczet

IMG_5289_a_a.jpg

IMG_5394_a_a

IMG_5292_a_a

IMG_5323_a_a

IMG_5380_a_a

Jest jednym z ważniejszych miejsc pielgrzymkowym dla Szyitów w Iranie, a dostępnym tylko w ograniczonym stopniu dostępny dla innowierców. Meczet Shah Cheragh – bo o nim mowa, w dosłownym tłumaczeniu znaczy Król Światła. Wnętrze budowli, podobnie jak w meczecie Ali Ibn Hamza, choć na znacznie większą skalę, pokryte jest milionami maleńkich odłamków luster odbijających światło we wszystkich kierunkach.

IMG_5426_a_a

Meczet Shah Cheragh

IMG_5405_a_a

Aby wejść na teren kompleksu należy poczekać na przydzielenie przewodnika, który oprowadzi po całym terenie, udzieli informacji i przede wszystkim przypilnuje aby nie wchodzić do środka głównego meczetu, co teoretycznie jest zabronione. Nie jest to jakoś szczególnie restrykcyjnie pilnowane i zgaduję, że przy odrobinie szczęścia lub odpowiedniej porze dnia (lub nocy) dałoby się wejść do środka tak jak zrobiłem to w meczecie Fatimy w Qom. Tym razem musi mi jednak wystarczyć krótkie spojrzenie z zewnątrz i skupienie się na zewnętrznej części kompleksu. O ile sporo irańskich świątyń mnie nie zachwycało ze względu na ich słaby stan, o tyle Różowy Meczet czy Shah Cheragh są nie dość, że bardzo dobrze zachowane i wzorowo utrzymane to same w sobie są pięknie. Misternie zdobione i wzorzyste przyciągają wzrok i cieszą oko.

IMG_5402_a_a

IMG_5481_a_a

Popołudnie spędzam snując się po mieście i zaglądając do miejsc, które wczoraj pominąłem. Długo spaceruję po targu, a przyznam że te mnie zawsze bardzo przyciągają swoimi kolorami i zapachami egzotycznych przypraw. Zdecydowanie ciekawsze są oczywiście te z dojrzałymi owocami, przyprawami o nieznanych nazwach aniżeli sekcje z rybami czy mięsem ale przez wszystko trzeba przejść. Przy okazji uzupełniam zapasy i zaopatruję się w kurkumę, curry, herbaty, goździki, anyż i szafran. Iran stoi szafranem ale nawet tutaj ceny tej najdroższej przyprawy świata są kosmiczne! Za parę gramów szafranu płacę kilkadziesiąt złotych. Jak łatwo policzyć kilogram kosztuje kilkadziesiąt tysięcy! Nie dziwi więc fakt, że jego wagę podaje się do trzech miejsc po przecinku.

IMG_5508_a_a.jpg

IMG_5524_a_a

Niestety śnieżna i zimowa pogoda, która żegnała mnie we Lwowie dotarła z tygodniowym opóźnieniem także do Iranu. Przed wyjazdem planowałem, że po odwiedzeniu Szirazu pojadę na zachód – do zielonego Lorestanu w góry. Front, który dotarł jednak tu z Europy może i nie przyniósł śniegu ale w ciągu jednego dnia w samym Sziraz temperatura spadła z ponad 25C do zaledwie 12C. W górach, gdzie i tak było chłodniej o te 10 stopni ochłodziło się jeszcze bardziej, a nocami było znacznie poniżej zera. Jadąc do Iranu w listopadzie chciałem opuścić jak najwięcej z ponurego listopada w Polsce i zażyć resztek ciepła, więc musiałem trochę zmodyfikować swój plan by to osiągnąć. W poszukiwaniu pogody pojechałem jeszcze dalej, dodatkowe 600km na południe, nad Zatokę Perską.

P.S. Śnieg spadł kilkanaście dni później na pustyni w Arabii Saudyjskiej.