Australia – filmy

Dzień 14: Waterfall Way – Byron Bay

Chmury, które nadciągnęły wieczór nad okolicę rano zniknęły prawie całkowicie. Pozostała tylko delikatnie parująca nad polami mgła. Jako, że jesteśmy dopiero na początku Waterfall Way to wiele wodospadów jest dopiero przed nami.

Odwiedzamy więc Dangar Falls, Ebor Falls i Wollombi Falls (jeden z najwyższych w Australii). W pobliżu tego ostatniego decydujemy się na parokilometrowy spacer ścieżką przez las i wzdłuż wąwozu.

Do Armidale podjeżdżamy zatankować i wracamy tą samą drogą, tyle że za Ebor odbijamy z głównej drogi na bardziej lokalną. Kolejny dzień serpentyn, zakrętów i jazdy po górach. Taka jest cała Australia. Albo długie, proste odcinki ciągnące się wzdłuż pół i farm albo zakręty po lesie deszczowym lub górach.

Mijamy Grafton i wjeżdżamy ponownie na Pacific Highway. Późnym popołudniem docieramy do Byron Bay. Przylądek Byron jest najbardziej wysuniętym punktem kontynentalnej Australii.

Wstępujemy na plażę pełną surferów oczekujących na wymarzone fale, kręcimy chwilę po okolicy i zastanawiamy co dalej robić. W końcu decydujemy się pojechać na kemping, rozbić pospiesznie namiot i wrócić przed zachodem słońca na przylądek, na którym stoi latarnia morska by porobić trochę zdjęć i nakręcić jakieś filmy.

Wydaje się nam, że zaczęły się właśnie wakacje, ponieważ pełno młodych ludzi w różnym wieku kręci się po całym miasteczku.

Dzień 13: Waterfall Way

Po nocy spędzonej na jednym z miejsc wypoczynkowych rano ruszamy dalej w drogę. Za Newcastle skręcamy w stronę wybrzeża, gdzie zatrzymujemy się na chwilę i robimy sobie śniadanie oraz suszymy wilgotny po nocy namiot. Po zatoce pływają pelikany, a na drzewach mnóstwo jest wszelakich ptaków.

Drogą szutrową objeżdżamy park narodowy Myall Lakes. Pomimo, że asfaltu brak to bez problemu można takimi drogami poruszać się nawet 80 km/h. Korzystając z pustej drogi ja wychylam się przez okno i kręcę parę filmików.

Jeśli to tylko możliwe to staramy się unikać głównych dróg i korzystamy z tych bardziej atrakcyjnych widokowo. Tak też docieramy do Lake Cathie, gdzie piękną lagunę widać dosłownie z drogi. Wchodzimy do wody, robimy parę zdjęć i jedziemy dalej. Od pewnego czasu mamy wrażenie, że samochód na tablicach z Victorii przyciąga pewną uwagę.

W Port Macquarie wstępujemy do szpitala dla koali, gdzie te urocze zwierzaki dochodzą do siebie po wszelakich urazach.

W Urandze skręcamy na zachód z Pacific Hwy i wjeżdżamy na Waterfall Way – czyli drogę stanową 78 biegnącą aż do Armidale. Przecina ona jedne z najbardziej sielskich krajobrazów w Nowej Południowej Walii. Została również uznana za trzecią najbardziej widokowo atrakcyjną trasę turystyczną.

Tuż przed Dorrigo znajdujemy kemping, rozbijamy się, po czym podjeżdżamy do parku narodowego o tej samej nazwie. Pomimo, że centrum turystyczne jest już zamknięte to wejście na ścieżkę jest otwarte, z czego też korzystamy.

Z początku ścieżka prowadzi na wysokości koron drzew, czyli typowa „tree top walk”, a później zmienia się w zwykłą asfaltową. Nie jest to może bardzo naturalne ale podyktowane to zostało względami bezpieczeństwa odwiedzających (slisko!) oraz zabezpieczeniem przed osuwaniem się ziemi.

Wieczór na kempingu mamy małą zagwozdkę, bo ni stąd ni zowąd pojawił się jakiś pies, który nie przypominał budową żadnej znanej nam rasy i mieliśmy pewne podejrzenia, że może to dingo. Jednak tak szybko jak się pojawił, tak też szybko zniknął i nie zdążyliśmy mu się lepiej przyjrzeć.